Blog > Komentarze do wpisu

Małe-duże szkodniki

       Od kilku miesięcy drzwi wejściowe w moim bloku ciągle się zacinają. Najpierw myślałam, ze to może chwilowe, ale okazało się że nie i choć blok ma dopiero dwa lata z dnia na dzień okazywało się, że drzwi są w coraz gorszym stanie. Zastanowiłam się dlaczego, i postanowiłam zwrócić uwagę co się takiego dzieje na tej mojej klatce co doprowadza drzwi do ruiny, w końcu coś musiało.

       Mijały dni i miesiące a ja z racji tego że  nie ma mnie w domu przez większość dnia, a w weekendy najczęściej wyjeżdżam, nie mogłam zlokalizować przyczyny. Poza tym  doszły do tego zabrudzenia na ścianach na wysokości parteru i pierwszego piętra. Były to ślady po oponach, po jakiś plamach, oraz gdzie niegdzie obtłuczenia do gołego tynku. Wiedziałam już że to działalność mieszkańców. Rozumiałam, że ludzie kupują meble, coś przenoszą w końcu to nowy blok, ale takie cuda były niemożliwością.

       Aż pewnego pięknego letniego dnia, w pierwszy dzień mojego urlopu, wychodzę z mieszkania, schodzę na półpiętro i słyszę na dole trzaski drzwi, krzyki, bieganinę. Chryste myślę sobie coś się stało chyba. Na całej połaci parteru, wyściełane były koce, porozrzucane poduszki, misie, zabawki, soczki i rowery. Tak moi drodzy ROWERY. Okazało się ,że na mojej nietypowej klatce, gdzie na parterze jest dużo miejsca, i trzyma się rowery bo jest na to specjalne miejsce, dzieciaki zrobiły sobie wyścigi, stąd ten krzyk i rumor, stad poobijane i poznaczone gumą od opon ściany. Byłam w szoku… Zastanowiłam się gdzie są rodzice, no ale niestety byli w mieszkaniach, a przecież co poza mieszkaniem to nie moje, więc pewnie mieli to gdzieś. Maluchy mnie zobaczyły i trochę przystopowały.

- Nie wolicie bawić się na dworze? Wyjdźcie na słoneczko jest piękna pogoda. Poza tym po klatce nie da się długo jeździć rowerem. – Oczywiście miałam na myśli bardziej dobitne słowa, jednakże przecież do dzieci nie mogłam mieć pretensji

-Wolimy tu – usłyszałam. Byłam bez szans.

       Tak mijały dni letnie. Piękna jasnobłękitna klatka najwidoczniej cierpiała, poraniona codziennym masakrowaniem. Nadeszła jesień, i było jeszcze gorzej bo na dworze stawało się coraz zimniej, a dzieciaki uznały, że można trochę pojeździć i na 10 min wracać do domu więc, po kilkanaście razy dziennie gramoliły się z rowerami na swoje piętra by potem znów sprowadzając rowerki na dwór, uszkadzać co się da po drodze. Nigdy nie pomyślałam, ze  z solidnych metalowych drzwi wejściowych można zdrapać farbę do metalu. Można!

        Ale nic to… przyszła zima, a drzwi jak były wiecznie zepsute i otwarte tak pozostawały nadal. Pomyślałam sobie, ze przecież czego bym w domu nie miała to jest to mój majątek. Często mnie nie ma, i nie mam ochoty, żeby ktoś obcy chodził po klatce, zaglądał nie daj boże do piwnicy, a już na pewno nie wrzucał mi ton makulatury do skrzynki na listy. Potem i tak musze je przejrzeć bo nie wiem czy nie wyrzucę z papierami jakiś ważnych listów.

        Miarka przebrała się w ostatnie dni okropnych tegorocznych mrozów. Przez kilka dni kiedy wychodziłam do pracy, czułam, że drzwi lekko się zacinają, pewnie coś tam przymarzało bałam się tylko żeby mi kiedyś nie wycięły numeru, i nie miały ochoty zatrzymać  w domu. No i chyba jak to się mówi wykrakałam… Schodzę w ciemny wtorkowy ranek na dół, i widzę że z 5 osób coś tam majstruje okazało się, że zacięły się na dobre. Jakoś sobie poradziłam bo razem z sąsiadem wyszłam oknem, jednak sąsiadki uznały chyba, ze to nie dla nich, i nie kwapiły się pójść moją drogą. Nie wiem ile to trwało bo pomknęłam przed siebie.  Ciekawa byłam czy wszystkie drzwi, i klatki są w takim stanie więc zrobiłam sobie w sobotę rekonesansik. Oczywiście, że nie. To w mojej klatce mieszkają ludzie którzy maja po 3 dzieci w domu i którzy jak widać nie panują nad nimi. Dla mnie sprawa jest prosta. Gdyby maluchy przez rok nie dewastowały skutecznie klatki to drzwi działałyby bez zarzutu jak w innych klatkach. Nie mam nic do dzieci bo wiadomo człowiek mały nie wie co jest dobre, a co złe ale gdzie u diabła są rodzice??!! Zawsze sadziłam, że dziecko to rodzic, on za nie odpowiada, i przede wszystkim uczy je życia. Ale jeśli rodzic ma je gdzieś to ja się nie będę patyczkować i też nie będę przesadnie taktowna. Doszłam do wniosku że powinien obowiązywać ustawowy zakaz posiadania dzieci w bloku. Tak byłoby chyba z korzyścią dla wszystkich, dla lokatorów, dla administracji i dla samych dzieci.

poniedziałek, 27 lutego 2012, sylviaa777

Polecane wpisy

  • czytajcie co chcecie

    Kilka dni temu znalazłam się w przypadkowym miejscu z przypadkowymi osobami. Podczas krótkiej rozmowy usłyszałam coś co sprawiło, że muszę napisać tu parę zdań

  • Powstanie Warszawskie

    Dzisiaj przypada kolejna rocznica Powstania Warszawskiego. I choć nie mam z Warszawa już zbyt wiele do czynienia to spędziłam w niej pięć lat najwspanialszego o

  • Istna Plaga

    Już wczoraj ułożyłam plan na dzisiaj, że przed południem wybiorę się do miasta, a w zasadzie do biblioteki oddać książki. I choć wszystko poszło po mojej myśli