Blog > Komentarze do wpisu

Kobiety

          Uwielbiam polskie książki napisane w początkach XIX wieku. Może to z miłości do historii, która dla mnie najpiękniejsza była właśnie w tym czasie. Łza kręci się w oku gdy czytamy o miłości do nieistniejącej ojczyzny w początkach Młodej Polski czy szaleństwie lat 20 okresu międzywojennego. Dlatego po obowiązkowej jeszcze w szkole „Granicy” i porażających wręcz „Medalionach” przyszła kolej na inne książki Zofii Nałkowskiej, które obiecałam sobie przeczytać. Zaczęłam chronologicznie gdyż „Kobiety” to pierwsza powieść autorki składająca się z trzech rozdziałów. Wydana w całości w 1906 r., („Lodowe Pola” drukowane były już w 1904 r. w „Prawdzie”)  200 stronnicowa powieść jest dla mnie jednym z fenomenów który będzie aktualny po wsze czasy. 


         Rozdział I czyli „lodowe pola” zaczynają się od tak barwnego opisu przyrody, że wprost widzimy piękną młoda dziewczynę leżącą w słoneczny dzień na obsypanej kwieciem łące, w wianuszku z bławatków na głowie marzącą o ukochanym. Opis tej sytuacji zabrał autorce trochę ponad stronę, a jest tak wymowny i czarowny, że gdy zamkniemy oczy to poczujemy ten letni wietrzyk na skórze. Opisywana panienka to Janina Dernowiczówna zadufana w sobie osóbka, która na każdym kroku podkreśla walory swojej urody. Jest również kobietą nowoczesną, i inteligentną pracuje bowiem w jak byśmy to dzisiaj określili biurze rachunkowym. Co na ówczesne czasy było co najmniej nieczęste. W pierwszym rozdziale Janina jest do szaleństwa zakochana w panu Rosławskim mężczyźnie przystojnym, i światowcu mieszkającym w Londynie. Jednak on nie odwzajemnia jej uczuć, co karze jej wyruszać w zimny świat Pół Lodowych gdy zaczyna o nim marzyć wiedząc, że to na nic. Jednocześnie odbija piłeczkę, i na takie samo cierpienie wystawia zakochanego w niej Janusza brata Marty (najbliższej przyjaciółki) w domu których obecnie przebywa. Janusz kocha ją tak bardzo, ze proponuje małżeństwo jednak Janina robi sobie z jego oferty ewentualne „wyjście awaryjne”, i mówi mu że odpowie za miesiąc po czym wraca do Warszawy by spotkać się, i sama zapytać o możliwość małżeństwa Rosławskiego. Gdy ten odmawia, ona również odmawia Januszowi. 

 

         Rozdział II nosi tytuł „w czerwonym ogrodzie”, i prawie w całości opowiada o najbliższej przyjaciółce Janki czyli Marcie, i ich stosunkach względem siebie. Marta to kobieta szczególna bo cierpiąca na ciągłą depresję. W młodości była całkowitą ascetką żyła w spokoju i wydawałoby się, że nic nie jest w stanie naruszyć jej postanowień. Mówiła, że nikt jej do tej pory nie kochał ani ona nie kochała nikogo, że ma zamiar przejść przez życie z bezgraniczną , spokojną słodyczą i być jedynie ładnym słonecznym zjawiskiem. Nikt nie brał tego na poważnie bo Marta była śliczną dziewczyną. I stało się w końcu, że i na nią przyszedł czas. Zakochał się w niej mężczyzna który dość specyficznie postrzegał miłość, był po prostu niewierny. Jednak skutecznie uwodził Martę która zgodziła się zostać jego żoną, co było dla niej pasmem udręki gdyż ukochany po jakimś czasie przestał nawet wracać na noc do domu, a gdy już wrócił opowiadał co i z kim robił. Marta popadła w depresję z której praktycznie nie wychodziła. W rozdziale tym zaczyna się również miłość Janiny i Imszańskiego tj. męża Marty. Już w pierwszym rozdziale bohaterka mówi:

„Jedynym, co by nas mogło rozłączyć, byłoby stanięcie sobie na drodze w
 miłości do mężczyzny”.

I tak też się staje, kończy się przyjaźń dwóch kobiet. Janina wprost nie może znieść widoku Marty, ale winę za to bierze na siebie gdyż ma świadomość, że to tylko, i wyłącznie jej wina, że popsuła Marcie życie. Z tego też powodu wyprowadza się z domu Imszańskich w którym dotąd mieszkała.
         Rozdział III to „pieśń miłości”. Ukazuje w nim pisarka koniec miłości wybudowanej na krzywdzie Marty. Koniec miłości Janiny i Imszańskiego. Janina cierpi, i gdy widzi podczas spaceru ukochanego z inną kobieta wysiadających z dorożki, przestaje radzić sobie z uczuciami, i prosi przyjaciółkę Ginę o to by mogła z nią wyjść gdzieś wieczorem. Ta prowadzi ją do domu znajomych gdzie co jakiś czas wszyscy spotykają się wieczorami by zażywać narkotyki. 


         Czytając tą książkę nie mogłam oprzeć się wrażeniu ponadczasowości. Jak kiedyś tak i dzisiaj młode kobiety kochają, i cierpią z miłości, kłócą się, i sprzeczają o mężczyzn. Nie ma granic czasowych jeśli chodzi o uczucia. Mogą zmieniać się epoki czy obyczaje, uczucia mogą być pokazywane w zależności od tego w różnoraki sposób ale jeśli chodzi o samo odczucie, nigdy nie zmieni się nic. Dopóki istnieje rodzaj ludzki zawsze będziemy kochać, cierpieć, sprzeczać się, czy zdradzać. Wyjątkowość powieści tkwi również w wariacjach na temat charakteru mężczyzn, ciekawa jest analiza ich zachowań. Ciekawe są również spostrzeżenia jakie możemy wysnuć na temat samego życia w Warszawie chociażby. Te salony pełne dywanów, puf, sof, lamp, piękne kawiarnie do których chadzano na drinki w miłym towarzystwie, czy dworki gdzieś na wsi, szelest sukien podkreślających talię, ocienione twarze wyglądające spod rond kapeluszy, białe rękawiczki, to wszystko przywodzi na myśl jakże piękny świat tamtej epoki. W tej dość krótkiej powieści zawierającej jakże dużo treści Nałkowska zawarła wszystko o czym może myśleć młoda dziewczyna u progu dorosłości seksualnej, manipuluje, rozkochuje, targana jest emocjami. Na tle tego wszystkiego śledzić możemy jak rozwijał się ruch feministyczny bo trzeba pamiętać, że wtedy jeszcze kobietom odmawiano prawa do samodzielnego, i logicznego myślenia. Książkę czyta się dobrze choć nie łatwo zupełnie, niektóre zwroty czy wyrażenia mogą wydać się staroświeckie, i czasem trzeba zwolnić by je zrozumieć.
         Gdy czytam jakąkolwiek książkę Nałkowskiej zawsze mam w pamięci „Medaliony” ich wydźwięk chyba w większości Polaków jest ogromny. Teraz gdy czytałam „Kobiety” pomyślałam sobie jak to możliwie, że ktoś kto pisze taką powieść w sumie przystępną i lekką, napisze „Medaliony”. Co musiało się stać, i jakie traumatyczne przeżycia wojenne wydarzyć, że ta sama autorka napisze książkę tak inną. Nawet dlatego warto przeczytać tę pierwszą „niewinną” powieść pisarki by móc porównać te dwa zupełnie inne światy. 
         W 1907 r. opublikowana została powieść pt. „Książę” będąca dalszym ciągiem „Kobiet”.

środa, 18 kwietnia 2012, sylviaa777

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: melex, 87.204.11.*
2012/04/21 15:51:29
A napisałabyś może nieco o technikach pisarskich zastosowanych w tekście?
-
Gość: Sylviaa777, *.opole.hypnet.pl
2012/04/28 22:49:47
czyżbyś potrzebował pomocy w maturze? ;)