Blog > Komentarze do wpisu

Skóra w której żyję

          „Skóra w której żyję” to najnowsze dzieło Pedro Almodovara. Jak większość jego filmów tak i ten przypadł mi do gustu. Nie jest największym arcydziełem jaki widziałam ale od pierwszych minut widać rękę mistrza. Oczywiście w filmie nie mogło zabraknąć ulubionych aktorów reżysera. Na szczęście nie ma Penelopy Crus nie dlatego, że jej nie lubię ale oglądać ją w każdym jego filmie może stać się nudne. Jest za to Antonio Banderas, który wciela się w postać głównego bohatera.

            Najkrócej mówiąc film opowiada o znanym chirurgu plastycznym Robercie Ledgardzie który mieszka w wielkim domu z laboratorium medycznym w piwnicy, gdzie „choduje” ludzką skórę, i stara się by była akceptowalna na świecie jako pomoc dla ludzi poparzonych. Ale główny bohater nie myśli tylko o sympozjach i naukowych wykładach, przetrzymuje jeszcze w którymś z licznych pokoi, zamkniętą na klucz młodą, piękną kobietę Werę (Elena Anaya). Jednak dlaczego kobieta której jak myślałam uratował życie, i zmienił twarz (w dodatku tak pięknie) koniecznie chce uciec z ukrycia? Dlaczego w ogóle jest przetrzymywana???

            To tylko krótki początek zawiłych losów bohaterów. Film jest i pokręcony, i przystępny ale to chyba zaleta mistrzów. Ja nie mogłam natomiast uciec od porównania filmu do współczesnej wersji Frankensteina ale to nie zmienia faktu, że film jest naprawdę wysokich lotów. Polecam i fanom reżysera, i chcącym obejrzeć film całkowicie nieprzewidywalny w którym nie jesteśmy w stanie przewidzieć końca.

niedziela, 15 kwietnia 2012, sylviaa777

Polecane wpisy