Blog > Komentarze do wpisu

Shirley

 

             

             Dzisiaj przedstawię jedną z moich ulubionych XIX wiecznych pisarek. O siostrach Bronte słyszał już każdy „Wichrowe wzgórza „czy „Jane Erye” są jednymi z najbardziej znanych powieści świata, i klasykiem literatury angielskiej. Jednak dzisiaj przedstawić chcę książkę Charlotte Bronte (najstarszej z sióstr) pt. „Shirley”, która po 162 latach doczekała się przetłumaczenia, i wydania w języku polskim.

             Z racji oddalenia czasowego w którym rozgrywa się powieść, a są to lata 1811 -1812 musimy wziąć pewną poprawkę na fabułę, dialogi czy problemy z jakimi będą zmagać się bohaterowie, pewnie okażą się one nam naiwne czy wręcz śmieszne, ale przecież przez te 162 lata świat nie stał w miejscu. Pozwólcie Pannom raz jeszcze założyć czepeczki, zawiązać gorsety, i w zwiewnych sukniach pod rękę z Panami w cylindrach poprowadzić się ogrodową alejką.

             Tytułowa Shirley to tylko jeden wątek książki, w dodatku pojawiający się dość późno, i do końca nie jestem pewna czy najważniejszy. Jest ona bowiem właścicielką wielkiego majątku ziemskiego na którym stoi fabryka, którą dzierżawi przystojny przedsiębiorca Robert Moore. Fabrykant boryka się z trudnościami materialnymi innymi słowy jest prawie bankrutem. By iść z duchem czasu, i nadążyć za zmianami jakie niesie rewolucja przemysłowa zaczyna nabywać do swej fabryki maszyny, które zastępują pracę rąk ludzkich, co za tym idzie wielu mężczyzn zostaje zwolnionych, a ich rodziny stają w obliczu głodu, i na skraju ubóstwa. Tak się dzieje w całym kraju, i Robert nie jest tu wyjątkiem. Zaczyna się walka chłopów z przedsiębiorcami. Dziś z perspektywy czasu wiemy jak skończy się ta walka, jednak czym zostanie okupiona? Jaką cenę będą musiały zapłacić obydwie strony? I…. czy miłość zatriumfuje? Bo mimo walk i przepychanek miłość krąży w koło lecz nie jest tak prosta, i oczywista jakby się mogło wydawać.

              Robert jest wysokim, przystojnym, charyzmatycznym mężczyzną, który może sobie bez trudu wybrać ukochaną czy jego wybór padnie na kuzynkę Caroline, która jest prawdziwą młodą kobietą tamtych czasów, delikatna jak anioł, czerwieniąca się, i drżąca po każdym komplemencie skierowanym w jej stronę, mimo targających nią emocji, zachowująca całkowity spokój, miła, religijna, i dobra, z ciągle spuszczonymi oczami na znak pokory?

              Czy Shirley bogatą właścicielkę ziemską, która może przecież uratować Roberta przed bankructwem? Jest młodą kobietą podobnie jak Caroline, jednak ma zupełnie inny charakter. Nie dość, że nosi męskie imię, to świetnie radzi sobie z zarządzaniem swoim majątkiem, jest piękna, i władcza zarazem. Przez swój majątek posiadająca wysoką pozycję społeczną, bystra, po części pełniąca rolę ówczesnego mężczyzny, i może właśnie dlatego mimo, że jest miła, i kulturalna to także potrafi mieć swoje zdanie nawet na tak niewiarygodną sprawę jak samodzielny wybór kandydata na męża. Chciałoby się powiedzieć prawdziwa kobieta wyzwolona.

              Wybór Roberta jest w zasadzie prosty lecz wcale nie oczywisty, w książce jest szereg innych zacnych postaci, które mogą zechcieć popsuć mu plany.

              Jak widzicie to książka specyficzna, jednak jeśli ktoś kocha tamten romantyczny świat wiktoriańskich powieści będzie zadowolony. Na mnie powieść zrobiła ogromne wrażenie również tym w jak niesamowity klimat nas wciąga. Magiczne wręcz wrażenie robią postacie przechadzające się po wielkim domu pogrążonym w całkowitej ciemności (który tak jak dom rodzinny Charlotte stoi w sąsiedztwie cmentarza) oświetlając sobie drogę kawałkiem świecy trzymanej w dłoni, trzask palącego się drewna w kominku, i złota poświata na twarzach grzejących się w jego sąsiedztwie domowników.

              Ciemność, deszcz, wyjący wiatr, i odgłosy przyrody za otwieranymi drzwiami kiedy ktoś przychodził z wizytą, a kto wydawał się przerażającym nieznajomym póki nie oświetlił go blask świecy. Wydaje mi się, że wtedy ludzie bardziej odczuwali piękno przyrody, teraz już nikt nie siedzi godzinami w oknie przypatrując się spektaklowi zachodzącego słońca, czy nie spaceruje nocą po lesie w balasku księżyca, jednak w tym aspekcie elektryczność nie wniosła niczego dobrego.

Ciekawym aspektem książki, i czymś co budziło moje mieszane uczucia było co najmniej przedmiotowe traktowanie kobiet. Ówczesna niewiasta nie mogła mieć swoich racji, nie mogła mieć planów czy to matrymonialnych czy zawodowych, wtedy w ogóle jeszcze nie mieściło się w głowie żeby kobieta pracowała, jej zadaniem było bycie dodatkiem do mężczyzny/opiekuna, rodzić dzieci, szyć, cerować, chodzić do kościoła. Z drugiej strony mężczyzna był mężczyzną, jeśli już dochodziło do małżeństwa kobieta wiedziała, że mąż zabezpieczy jej przyszłość, że będzie ochraniał ją przed przeciwnościami losu. Warto książkę przeczytać, i przekonać się jak to było kiedyś, przecież epoka feminizmu w której żyjemy trwa dopiero chwilę, a światopogląd przedstawiony w książce funkcjonował przez wieki. Czy to możliwe, ze żyjemy w najlepszej epoce w dziejach świata jeśli chodzi o dobro kobiety? I którą my same, gdybyśmy mogły wybrać „jak żyć” opcję byśmy wybrały?

sobota, 06 października 2012, sylviaa777

Polecane wpisy