Blog > Komentarze do wpisu

Ewangelia ognia

 

          

 „Ewangelia ognia” to ostatnia z książek Michel’a Faber’a której jeszcze nie przeczytałam. Po genialnym dla mnie „Szkarłatnym płatku i białym” oraz „Bliźniętach Fahrenheit” oraz słabym „Pod skórą” byłam niezmiernie ciekawa czy uda się autorowi wciągnąć mnie znowu na długie godziny w swój świat.

             Theo Griepenkerl, znawca języka aramejskiego (tego którym posługiwał się Jezus) odnajduje w muzeum w Mosulu, już po obaleniu Saddama, papirusowe zwoje. Wygląda na to, że to najcenniejsze znalezisko w historii chrześcijaństwa, gdyż zawiera tekst napisany po aramejsku przez Malchusa (pojawia się w Ewangelii św. Jana), który znał Jezusa Chrystusa, i był świadkiem jego śmierci. 

            Mając świadomość wagi odkrycia, Theo wywozi nielegalnie zwoje z Iraku do Kanady. Marzą mu się sława i wielkie pieniądze po przetłumaczeniu i wydaniu „Piątej ewangelii” – tak bowiem tytułuje tekst, który opisuje m.in. ostatnie chwile Jezusa na krzyżu, i jest to opis drastycznie różniący się od tych znanych z Nowego Testamentu. 

            Jednak jeśli ktoś myśli, ze jest to książka w stylu „Kodu Leonarda” to się myli. Autor kpi, i to dość ostro z autorów myślących podobnie jak Theo, którzy zrobią wszystko a nawet doprowadzą do obalenia religii byleby tylko zostać sławnym, a przede wszystkim bogatym. Dostaje się tez czytelnikom zbyt dosłownie, i niemal bezkrytycznie interpretującym niektóre książki.

            Mimo, że tematyka jest dość ciekawa, jakoś mnie nie zachwyciła. Początek wciągający nawet bardzo ale już po kilku kartkach zaczyna się robić nudno. Może to kwestia tego, że książka jest dość krótka (174 strony), i fabuła nie zdążyła się dostatecznie rozwinąć? Z drugiej strony niby wszystko w książce ładnie się zespala, i finalnie przekaz autora jest oczywisty, i zrozumiały więc rozciąganie jej na siłę nie miałoby większego sensu. Mam mimo to mieszane uczucia.

            Faber’a można lubić lub nie jednak jego wszechstronność jest bezsprzeczna. Właśnie dlatego, że wymyka się zaszufladkowaniu warto czytać jego książki bo nigdy nie wiadomo czym nas zaskoczy. Poza tym nawet te słabsze ksiązki nie są tak do końca całkowicie słabe. Fabera porównuję tylko do niego samego, i kiedy mówię ze coś jest słabe odnosi się to tylko do jego twórczości, która tak czy inaczej jest wysoka.

czwartek, 01 listopada 2012, sylviaa777

Polecane wpisy