Blog > Komentarze do wpisu

Lokatorka wildfell hall

 

            

Każda książka sióstr Brontë wydana przez wydawnictwo MG w ostatnim czasie znajdzie we mnie wcześniej czy później czytelnika. „Shirley” „Profesor” „Agnes Grey” czy „Lokatorka Wildfell Hall” to książki które mimo, że napisane ponad sto sześćdziesiąt lat temu, polski czytelnik mógł poznać dopiero w tym roku.

            Tym razem chciałabym powiedzieć słów kilka na temat ostatniej z przytoczonych powieści „Lokatorki Wildfell Hall” Anne Brontë najmniej znanej z piszących sióstr, która wydała swoją powieść w 1848 roku pod męskim pseudonimem Acton Bell. Ta szokująca jak na owe czasy książka, została jednocześnie uznana za pierwszą powieść feministyczną.

            Narratorem powieści, która została napisana w formie epistolarnej czyli w formie listów również jest mężczyzna. Przystojny Gilbert Markham będąc u przyjaciela nie zachował się uprzejmie kiedy tamten wyjawił mu najskrytsze wydarzenia ze swojego życia licząc, że ten odpowie tym samym, jednak mężczyzna najzwyczajniej wysłuchał lecz nie podzielił się swoimi wspomnieniami. Po powrocie do domu postanawia naprawić swój błąd, i listownie opowiedzieć przyjacielowi o swoim życiu.

            Tak właśnie zaczyna się opowieść mająca 524 strony wypełnione emocjami, tajemnicą, i wielką miłością do Helen Graham kobiety stanowczej, i oziębłej jakby się mogło wydawać, która osiedla się w małej angielskiej wiosce w wielkim, i przerażającym starym domostwie, tytułowym Wildfell Hall pod nazwiskiem Graham. Z biegiem czasu poznaje miejscową ludność, która nie jest jej przychylna ze względu na pewną tajemniczość, i śmiałe poglądy. Jednak mimo, że na początku nam również może wydawać się ona dość szorstka to pamiętajmy, że Helen ma do tego prawo, jej życie bowiem to pasmo niekończących się dramatów, a zachowanie obecne to reakcja obronna.

            Można by zapytać eee cóż w takiej książce może się dziać emocjonującego? Otóż wszystko. Właśnie to, że panowała epoka konwenansów, i nie było w dobrym tonie ujawnianie swoich emocji, to w książce daje się odczuć jak to wszystko w nich szalało pod skórą, jak rozrywało serce, i burzyło myśli, kiedy trzeba było odmówić czegoś czego całą duszą się pragnęło.

            Kiedy tak czasem spojrzę na książki sióstr Brontë zawsze wzbudzają we mnie niebywałe uczucia. Jak sobie pomyślę, że one tam wtedy miały te swoje świece, kominki, pióra, kałamarze, te suknie ograniczające ruchy, ten cmentarny widok zaraz za oknem, ciągły wiatr, pola pełnie wrzosowisk, nie mogę uwierzyć, ze teraz w 2012 roku ich książki leżą spokojnie na półce w sąsiedztwie telewizora, komputera, gdzie za oknem nie ma cmentarza, a jeżdżą samochody jak niesamowitą drogę musiały przejść, jak wiele osób poznało losy bohaterów, i jak wiele było ich interpretacji przechodzi moje pojęcie. Powieści sióstr Brontë to piórem tworzona magia.

Przeczytajcie. Polecam.

wtorek, 13 listopada 2012, sylviaa777

Polecane wpisy