Blog > Komentarze do wpisu

Kochanie, zabiłam nasze koty

 

            

                Powiem wprost, na nową powieść Doroty Masłowskiej nie czekałam, a mówię to dlatego, że cały Internet aż huczy od marketingowych chwytów, że niby to nowa książka Masłowskiej jest najbardziej wyczekiwaną książką roku. Jej wcześniejsze powieści kompletnie mnie nie zainteresowały. Poza tym widziałam kiedyś wywiad przeprowadzony a autorką, i muszę przyznać, ze zachowanie p. Masłowskiej było łagodnie mówiąc dziwne. Tak więc kiedy przeczytałam, że jej nowa powieść „Kochanie, zabiłam nasze koty” jest tak bardzo wyczekiwana tylko uśmiechnęłam się ironicznie, gdyż Masłowska od lat kojarzy mi się tylko z czytelniczą mordęgą. Jednak nadszedł listopad, i dzień moich imienin, no i oczywiście jednym z prezentów była ta „najbardziej wyczekiwana” Masłowska.

            Już po kilku zdaniach zobaczyłam, że książka pozbawiona jest tej charakterystycznej dla Masłowskiej maniery konstrukcji zdania z jaką pisana była „Wojna polsko–ruska” co gwarantowało w miarę nieskomplikowane czytanie. Dalej było już tylko lepiej, książka okazała się fantastyczna, i naprawdę nie mogłam się nadziwić jak wprost nie mogę się od niej oderwać. Perypetie Joanne i Farah dwóch przyjaciółek koło trzydziestki pochodzących z miasta podobnego do Nowego Jorku, chodzących na modne lekcje Jogi wprost zwalają z nóg. Jednak mimo, że jest to książka z niesamowitymi dialogami przy których trudno zachować kamienną twarz tak naprawdę jest to książka o samotności. Farah nie może znieść tego, że jak jej się wydaje jest od Joanne we wszystkim gorsza. Przyjaciółka ma przecież chłopaka, zachodzi obawa że jest w ciąży (na szczęście dla samopoczucia Farah szybko rozwiana) poza tym chłopak który wręcz niemożliwie podoba się Farah również zainteresowany jest Joanne. Farah jedyne co ma to swój żel antybakteryjny.  Postanawia zdystansować się od Joanne i na gwałt szuka jej zastępczyni i, jak to zwykle bywa w chwilach desperacji, wpada z deszczu pod rynnę, poznaje postrzeloną Go.

            W książce jest wiele postaci które są dalekie od ogólnie pojętej „normalności” jednak to czyni bohaterów absolutnie wyjątkowymi, poza tym siłą jest niewątpliwie zjawiskowy język, zabawa słowami przez co uznaję książkę za jedną z najlepszych napisanych przez polskiego autora w ostatnim czasie.

            Kiedyś zastanawiając się na twórczością Masłowskiej myślałam, ze jest albo genialna albo dobrze promowanym jednak beztalenciem. Po lekturze tej książki już wiem, że Masłowska wykracza poza pewien schemat, który żeby ją zrozumieć musimy przekroczyć. Uwielbiam moment kiedy ktoś swoimi argumentami sprawia, że zmieniam zdanie. Masłowskiej się udało. Kompletne zaskoczenie tego roku!

poniedziałek, 03 grudnia 2012, sylviaa777

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Piotrek, *.play-internet.pl
2014/04/07 21:47:50
Masłowska nie jest promowana, tylko sama się przez swoje powieści wypromowała. A to, że się ciężko ją czyta na początku... Trzeba złapać ten rytm, potem człowiek sam zaczyna Masłem gadać :)