Blog > Komentarze do wpisu

Nędznicy

            Dzisiaj do kin weszła najnowsza adaptacja „Nędzników” Wiktora Hugo w reżyserii Tom’a Hooper’a. Po oscarowym "Jak zostać królem" brytyjski reżyser ma na długie lata zapewnione stanowisko speca od historycznych dramatów. Zrealizowani przez niego "Nędznicy" mogliby przejść do historii kina, i stanąć obok wcześniejszych adaptacji jest jednak jedno ale… ”Nędznicy” Hooper’a są filmową adaptacją musicalowej wersji książki, a jak widomo nie każdy jest fanem musicali. Jednak to właśnie głównie dla wielbicieli wersji musicalowej film Hooper’a będzie największą atrakcją, i okazją do usłyszenia ulubionych utworów, tym razem w wykonaniu hollywoodzkich gwiazd. Uciec się od nich nie da – film jest wierną ekranizacją musicalu, więc normalne dialogi niemal w ogóle w nim nie występują (film trwa 2,40 i jest w nim może 6 wypowiedzianych słów).

            Film opowiada o niesprawiedliwościach, i nierównościach społecznych na tle rewolucji francuskiej. Głównym bohaterem jest skazaniec Jean Veljean (Hugh Jackman), który przez całe swoje życie ścigany jest przez policjanta Javerta (Russell Crowe). Kiedy Valjean zgadza się zaopiekować Cosette (Amanda Sayfried), córką robotnicy Fantine (Anne Hathaway), którą po śmierci matki opiekuje się Madame Thénardier (Helena Bonham Carter) z mężem (Sacha Baron Cohen) ich życie zmienia się na zawsze.

            Na pewno niebywałym atutem filmu są aktorzy dla których należą się szczególne brawa. Niesamowite jest to, że widzimy ich w zupełnie innym wydaniu. Wywiązali się ze swojego niełatwego przecież zadania wręcz mistrzowsko. Kiedy usłyszałam mocny operowy śpiew Jackman’a to aż ciarki przeszły mi plecach, nie miałam pojęcia, że ma aż tak niebywały głos. Poza tym Seyfried śpiewająca wręcz anielskim głosem. Przejmująca rola Hathaway, która na wizji ścina swoje długie włosy, i wygląda przeraźliwie gdyż schudła do roli 10kg są tak smutne, że nie można opanować łez. No i absolutny hit dla mnie para aktorska, która nie powinna się nigdy rozstawać Helena Bonham Carter i Sacha Baron Cohen. O ile po Carter można się było spodziewać co zaprezentuje w końcu już w niejednym musicalu występowała to Cohen zupełnie mnie zaskoczył na plus oczywiście, w połączeniu para absolutnie genialna. Jedynym zawodem był dla mnie śpiewający Russell Crowe, który mnie nie przekonał, i jakoś swoim głosem nawet nie zaciekawił, choć role miał arcyciekawą.

            Film powalił mnie na kolana, niesamowite widowisko które wyciska łzy, i tak niesamowicie porusza, że ogląda się go z drżeniem serca. Barykady, brzmiący donośnie śpiew uciśnionego narodu, nic dziwnego, że Francuzi oszaleli na jego punkcie, aż żal serce ściska, że nasza rodzima jakże bujna historia nie jest tematem jakiegoś równie spektakularnego dzieła.

           Trzy Złote Globy, osiem nominacji do Oscara, z których mam nadzieję wiele zamieni się w statuetkę. Gorąco polecam.

piątek, 25 stycznia 2013, sylviaa777

Polecane wpisy