Blog > Komentarze do wpisu

Prezenterki - tele PRL

Kiedy myślę o TVP automatycznie nasuwa mi się na myśl jedno określenie – beznadziejność. Obecnie telewizja publiczna w swojej ofercie programowej nie ma niczego czym mogłaby zainteresować młodego widza, którego oczekiwania wybiegają troszkę dalej niż oglądanie polskich seriali, i programów rozrywkowych. Jednym słowem telewizja nie wnosi już w nasze życie niczego mądrego, ba.. mądrego, nie wnosi już nawet niczego zabawnego, ramówka jest bowiem przygnębiająca. Jednak nie zawsze tak było….


W latach 50-tych kiedy to telewizja była jednym wielkim eksperymentem, który w dodatku, co było praktycznie pewne, nie miał szans na powodzenie, w klaustrofobicznych pomieszczeniach po kilka metrów kw, sprzętem wprost teraz nieprawdopodobnym ludzie z pasją tworzyli niezapomniane dzieła. Kiedyś oglądanie TV było świętem, ludzie zbierali się całymi rodzinami by celebrować te kilka godzin w czasie których Panie spikerki zapraszały widzów do „swojego” nierealnego świata. Kiedyś TVP uczyła, rozwijała, łączyła czy bawiła, a wiem to ze świetnej książki Aleksandry Szarłat pt. „Prezenterki – Tele PRL” z której dowiemy się jak TVP zaczynało swoją działalność, co robiło również przez pryzmat największych ówczesnych celebrytek, ikon mody, i po prostu pięknych kobiet - Spikerek telewizyjnych.


Edyta Wojtczak, Krystyna Loska, Bożena Walter, Bogumiła Wander, Katarzyna Dowbor czy nieżyjący już Jan Suzin to postacie które pamiętamy do dziś, co więcej nadal doskonale pamiętamy również ich głosy. Jednak czas Spikerek dawno minął, i telewizja jest obecnie już zupełnie czymś innym. Warto wrócić do tego pomału zapominanego świata, do telewizji która nie była jeszcze jedną wielką pomyłką, gdzie nie było pieniędzy ale była wspólna pasja tworzenia, do telewizji w której reklamy pisała Agnieszka Osiecka.

Autorka w 5 obszernych wywiadach z byłymi Spikerkami nakreśla świat telewizji jakiego nie znamy, ale również pokazuje jak to wszystko obecnie gdzieś się zatraciło. Tylko z legendą telewizji Ireną Dziedzic nie udało się przeprowadzić wywiadu. Po oskarżeniu jej o współprace z tajnymi służbami, i uznaniu, że TW „Marlena” to ona, mimo oczyszczeniu jej z zarzutów w 2011 roku nie utrzymuje żadnych kontaktów z mediami.  Ciekawa jestem również dlaczego Edyta Wojtczak tak nagle nie pozwoliła na publikację swojego wywiadu (który jako nieautoryzowany, i tak pojawił się w książce) właściwie nie podając jednoznacznej przyczyny. Mam nadzieję, że po przeczytaniu całej książki zmieniła zdanie. Wywiad jest przecudowny bije z niego ciepło i szczerość znak rozpoznawczy Pani Edyty.


Z książki dowiemy się wiele ciekawostek np. jak to kiedyś każdy wyrzucony z radia trafiał do TV, jak pracowało się w stanie wojennym, ale również jak to młodzież wyparła starsze pokolenie co jest absolutnie normalne jednak czego „stara gwardia”  nie  potrafi jakoś zrozumieć. Książka zawiera piękne zdjęcia jednak jest ich niewiele, a szkoda liczyłam, że popatrzę sobie trochę na piękne Panie z telewizji ;) Książka jak najbardziej godna polecenia.



środa, 30 stycznia 2013, sylviaa777

Polecane wpisy