Blog > Komentarze do wpisu

Ojciec.prl



            Wojciech Staszewski to dziennikarz piszący reportaże do „Gazety Wyborczej” i zapalony biegacz jest jeszcze autorem bardzo ciekawej, i szeroko komentowanej książki pt. „Ojciec.prl”. Opisuje w niej relacje jakie łącza ojca, i syna od dzieciństwa w którym ojciec jest absolutnym guru aż do starości kiedy to przestaje być ojcem, a staje się synem. Bardzo obrazowo opisuje PRL-owski świat na tle którego przyszło dorastać małemu Stasiowi, a także wzruszające pożegnanie z matką, która w 12 wiośnie jego życia odejdzie na zawsze, i choć nie jest to pożegnanie całkiem świadome to piętnujące całe życie.

            Autor już we wstępie książki uprzedza nas, ze wszelkie historie, i postacie są fikcyjne jednak coś mi każe wątpić w prawdziwość tych słów. Książka napisana jest tak sugestywnie, że z pełnym przekonaniem biorę ją za coś w rodzaju autobiografii.

            To książka o bardzo trudnym temacie bo przecież od starości na co dzień uciekamy, nie chcemy mieć z nią nic wspólnego. Choroby, które ze sobą niesie, niedołęstwo, czasem całkowitą demencję odkładamy na później, wiemy że istnieje pewnie się i nam przytrafi ale najważniejsze, że jeszcze nie teraz. Jednak czasami życie tak się układa, że wcale nie musimy czekać na własną starość by przekonać się czym ona jest.

            Książka Wojciecha Staszewskiego jest właśnie o takiej pokoleniowej zmianie, o tym czy można w dzisiejszych czasach nie rezygnować z własnego życia, mieć rodzinę, pracę, hobby, i korzystać z wszelkich profitów jakie daje nam młodość, a jednocześnie być 100% opiekunem własnego zdziecinniałego rodzica?

 

            To mocna książka, pomijając już nawet fakt, że traktuje o mocnym temacie to jest po prostu mocno napisana, czytając ją wie się po prostu, że tu nie może być uładzonych słów, i kłamstwa, miałam wrażenie, że dotykam twardej przyszłości z jaką będę musiała zmierzyć się za lat kilkanaście. Padają tu ostre słowa, dorosły Stanisław nie ze wszystkim się zgadza, buntuje się, ojciec na przemian to rozczula go to denerwuje, wykańcza go ciągłe zastanawianie się czy zjadł, czy ubrał się kompletnie wychodząc z domu, czy wyłączył gaz, nie oddał wszystkich pieniędzy domokrążcy. Ojciec ciągle z nim jest kiedy śpi, pracuje, kocha się z żoną ciągle jest w jego głowie, czy można prowadzić swoje życie mając ciągle ojca na plecach?

„Przecież nie wezmę ojca do siebie, tak jak Ojciec Święty nie zabierze ze sobą wszystkich Kubańczyków do Watykanu, chociaż też ich kocha i też widzi, że mają przerąbane”. 

             A przecież społeczeństwo wymaga poświęcenia, krytycznie patrzą sąsiedzi na wynajętą opiekunkę, to My jako dzieci powinnyśmy się poświęcić, tak jak w dzieciństwie poświęcano się dla nas. Główny bohater ciągle wspomina, ze przecież jeszcze nie tak dawno ojciec był jego wzorem, idolem, zabierał w góry, i uczył życia, znał języki, był wykształcony, dużo czytał teraz to wszystko zatarł udar mózgu, nie ma już niczego z tamtych intelektualnych doświadczeń. Jednak sam jest ojcem, ma świadomość, że za jakiś bliżej nieokreślony czas jego role z synem również się odwrócą, więc teraz chce dać z siebie jak najwięcej by później łatwiej było jemu samemu przyjąć pomoc.

            Książka stawia przed nami wiele pytań jednak odpowiedzi możemy poszukać tylko w sobie, i podejrzewam tylko wtedy gdy ta konieczność już zajdzie bo przecież życie, i tak wszystko weryfikuje.

czwartek, 11 kwietnia 2013, sylviaa777

Polecane wpisy