Blog > Komentarze do wpisu

Gaumardżos

           Nadchodzą wakacje co dla mnie oznacza wzmożony czas zainteresowania literaturą podróżniczą. Tym razem państwem o którym chciałam dowiedzie cię czegoś więcej z powodu ewentualnego odwiedzenia była Gruzja. O tym, że to kraj piękny krajoznawczo ale również mentalnie, że ludzie są ciepli, rodzinni, przyjacielscy, i baaaaardzo gościnni słyszałam już jako dziecko od swojej babci, która za czasów Związku Radzieckiego odwiedziła tą byłą republikę. Zawsze kiedy oglądałam niewyraźne czarno – białe zdjęcia z gór Kaukazu obiecywałam sobie, że kiedyś odwiedzę ten kraj.

            „Gaumardżos” to książka Anny i Marcina Mellerów, chyba wszyscy znają to TVN-owskie małżeństwo ona poleca książki warte przeczytania w „Dzień Dobry TVN” on natomiast jest prowadzącym program. Oboje wydają się fajnymi ludźmi. Ania z prawdziwą  pasją mówi o książkach, Marcina artykuły pamiętam jeszcze z „Polityki”. Oboje jak sami piszą są „zaczadzeni” Gruzją, i widać to w każdej wypowiedzi jaka pada z ich ust na temat tego kraju. Więc wybór ich książki na zapoznanie się z Gruzją wydawał się oczywisty.

            Jest to piękny zakątek świata, gdzie króluje wino, biesiadne uczty przy stole trwające całe godziny, i śpiew który jest tak naturalny jak oddech. Nie da się ukryć, że to cudowny kraj, z wielkimi tradycjami, i tragiczną historią tak bardzo podobną do naszej. No i my Polacy jesteśmy tam bardzo lubiani, i zawsze miło przyjmowani co dla nas samych jest, niemałym zaskoczeniem nie często się przecież zdarza by inne narody tak dobre miały o nas zdanie.

            Jakże byłam zdziwiona gdy okazało się, że książka wcale nie jest zachwycająca, w zasadzie nawet nie wiem jak ją opisać bo były momenty gdzie już odkładałam ją na półkę, i takie które wciągały i dawały nadzieję na dotrwanie do końca. Mniej więcej co 50 stron byłam albo całkowicie pochłonięta jakąś historią albo nią zupełnie znudzona nie czytałam jeszcze takiej książki, która byłaby tak zmienna. Na dodatek kiedy kupowałam książkę mijały dwa lata od jej wydania co już jest dużo ale nie miałam pojęcia, że autorzy zaserwują mi historie powstałe w latach 90-tych XX wieku. Okazało się, że wszystkie historie były już wcześniej publikowane, a teraz są tylko zebrane i wydane w formie książki. To odepchnęło mnie całkiem, i gdyby nie moja silna determinacja w daniu jej szansy oraz naprawdę świetny ostatni artykuł napisany przez Marcina Mellera, pewnie poddałabym się , i odłożyła na półkę.

            Ksiązka reklamowana była również tym, że opisuje wesele autorów które odbyło się w Tbilisi. Więc czekałam na jakiś opis tego wesela, ciekawa byłam opinii bawiącej się na nim pokaźnej grupy zaproszonych Polaków. Chciałam posłuchać co inni rodacy stykając się z tą cudowną kulturą mają do powiedzenia na temat serwowanych potraw, wina, atmosfery biesiady, czy coś ich zaskoczyło, może coś się nie podobało. A dostałam dość sporą porcję imprez na których wino nieprzerwanie leje się strumieniami, a którego odmówić nie sposób bo odmowa to wielka obraza. Trochę mnie osobę niepijącą te praktyki przeraziły i jakoś minimalnie ale zawsze, zmniejszyły chęć wyjazdu w tamte strony.

piątek, 31 maja 2013, sylviaa777

Polecane wpisy