Blog > Komentarze do wpisu

Chustka - Joanna Sałyga

           Ta książka to blog, a właściwie blog, który stał się książką. Pierwszy wpis datowany jest na 10 kwietnia 2010 roku, wtedy to w natłoku codziennych spraw poszła do lekarza z powodu nie mijającego bólu brzucha. To miało być szybkie rutynowe badanie, które w konsekwencji po zażyciu odpowiednich leków miało szybko przejść. Diagnoza była miażdżąca – rak macicy, Joanna w wieku 34 lat dowiedziała się, że umiera.

            Wtedy właśnie postanowiła stworzyć coś co pomorze jej ” zatrzymać codzienność”, takim po części pamiętnikiem w którym chciała podzielić się miłością do ukochanego synka, i cudownego mężczyzny, którego poznała 4 miesiące wcześniej, a który stał się codzienną opoką, siłą, i wiarą w lepsze jutro, a w końcu cudownym mężem którego do końca swych dni nazywała – Niemężem.

           Czytając nie można powstrzymać łez, i to nie z powodu wielkiego cierpienia Joanny (choć było bezbrzeżne) bo ona sama o nim pisze w sposób niewiarygodnie, porażająco wręcz pozytywny, a i nierzadko zabawny, że płakałam właściwie nad sobą, że ja w porównaniu z nią niemająca problemów nie potrafię być tak radosna jak ona, tak szczęśliwa, i tak pełna życia. Wzruszała mnie swoim stylem pisania całkowicie, i tylko czasem w momentach wielkiego smutku pisała dosłownie kilka słów, że jej smutno, że źle, że boli by za kilka chwil napisać coś tak optymistycznego, że siedziałam wpatrzona w ścianę, i zastanawiałam się jak tak można, jak można być tak optymistycznym, i pogodzonym ze światem, do nikogo/niczego nie mającym pretensji. Dla mnie to największy kunszt przyjmować to co niesie los z podniesionym czołem, i bez protestów - Joanna zbliżyła się do absolutu.

            Inną sprawą jest opisywanie dni codziennych ze swoim synkiem. Dała świadectwo swojej wielkiej, i co najważniejsze mądrej miłości, która jednocześnie była tak zwyczajna, że przez zdrowych niedoceniana. To jakie wartości chciała mu wpoić, jak czekała na każde następne rozpoczęcie roku szkolnego, każde wyjście gdzieś razem, każda rozmowa kończąca się wielkim przytulaniem,  każde mądre słowo synka było przez nią celebrowane jak nic innego na świecie…… i najważniejsze. To jak przygotowywała synka przez te 2,5 roku choroby na swoje odejście było dla mnie najbardziej wzruszającymi momentami książki, nierzadko odkładałam ją wtedy na jakiś czas bo emocje nie dawały się uspokoić.

            Ja również mam 36 lat kiedy pomyślę, że w tym wieku trzeba godzić się na śmierć, przygotowywać na odejście, zegnać z rodziną, przyjaciółmi narasta we mnie gniew, brak zgody na coś takiego, to przecież cudowna młodość, która tyle jeszcze ma do zaoferowania, nie da się z tym pogodzić. Nie mam pojęcia jak Joanna mogła czerpać jeszcze z życia piękne okruchy kiedy każdy dzień zbliżał ją do końca wędrówki. Była niesamowita.

            Wczorajszego popołudnia kiedy skończyłam czytać siedziałam jeszcze w miejscu przez dobre kilkanaście minut nie potrafiąc przyjąć do siebie tego co przeczytałam. Co więcej od wczorajszego popołudnia do chwili obecnej moje myśli krążą wokół tematu, i deprymują, wzbudzają gniew, niezgodę na fakt, że Joanny już nie ma, a przecież pod imieniem Joanna kryją się inni bezimienni bohaterowie dnia codziennego, którzy w przytłaczającej ilości chorują na tę przerażającą chorobę. 

            Za jakiś czas zostanie wydana książka pt.: „Nieżona” napisana przez Piotra Sałygę męża Joanny, który tak cudownie opiekował się nią do samego końca. Opisze w niej niezwykłe spotkanie z Chustką oraz swoją własną życiową przemianę.

            Jedynym mankamentem książki jednak okropnie doskwierającym jest brak numeracji stron. Nie będziesz wiedział drogi czytelniku czy przeczytałeś 40 stron, czy 70 możesz to stwierdzić jedynie „na oko” lub po prostu by uniknąć problemu przeczytać całość w jeden wieczór.

piątek, 28 czerwca 2013, sylviaa777

Polecane wpisy