Blog > Komentarze do wpisu

Jutro przypłynie królowa

           Uwielbiam książki z których dowiaduję się ekscytujących nowych rzeczy. Tak było właśnie z tą niby tak jak każdy gdzieś tam słyszałam o statku angielskich buntowników który rozbił się na rajskiej wyspie ale bardziej dzięki filmowi „Bunt na Bounty” niż rzeczywistemu zainteresowaniu. Dzięki książce Macieja Wasielewskiego „Jutro przypłynie królowa”  pogłębiłam ten temat całkowicie, a dowiadując się poszczególnych rzeczy oczy z minuty na minutę otwierały mi się szerzej ze zdumienia.

            Pitcairn to maleńka wyspa należąca do Wielkiej Brytanii, została odkryta w 1763 roku jednak jeszcze przez 30 lat była niezamieszkana, leży na Oceanie Spokojnym w strefie tropikalnej, ma 4 km2 powierzchni, i liczy zaledwie kilkadziesiąt osób. Pitcairneńczycy  są całkowicie odcięci od świata z powodu braku naturalnego portu,  nie dopływa tam żaden statek, sześć razy w roku w pobliże podpływa okręt przywożący produkty zamówione przez mieszkańców jednak trzeba do niego dopłynąć łodzią, nie przelatuje nad wyspą żaden samolot, nie ma tam również lotniska, a najbliższy ląd oddalony jest o tysiące mil morskich. Mieszkańcy żyją w komunie gdzie silniejszy pomaga słabszemu, a prawie wszyscy są potomkami legendarnych buntowników z Bounty. Raj prawda? Niekoniecznie…

            W XVIII wieku kilkudziesięciu marynarzy wybrało się w rejs po sadzonki drzewa chlebowego. Było wśród nich kilkunastu oficerów, botanik, i cała rzesza kryminalistów, którym wyprawa dawała możliwość rozpoczęcia nowego życia. Rejs upływałby bez większych niespodzianek jednak osoba kapitana burzyła spokój na statku. Był despotyczny, i karał biciem do krwi za najmniejsze przewinienia. W końcu jak można się spodziewać na statku wybuchł bunt. Nowy kapitan, i jednocześnie przywódca buntowników obrał kurs na Tahiti. Po kilku dniach ze zwabionymi podstępem na statek 6 mężczyznami i 12 kobietami postanowił odpłynąć w nieznane. Po jakimś czasie dostrzeżono ląd tym lądem była maleńka Pitcairn. Marynarze podpłynęli dokąd mogli następnie przedarli się na wyspę razem z Tahitańczykami. Od tej pory  każdy sam wyznaczał sprawiedliwość, a że panowie z prawem mieli na bakier uznali, że tutaj wolno im wszystko. Tak się zaczyna horror pojmanych Tahitanek, które z braku możliwości obrony czy ucieczki musiały całkowicie poddać się woli mężczyzn, którzy jako najsilniejsze ogniwo na wyspie zaczęli je regularnie gwałcić.

„Człowiek, który nie ma nad sobą

bata sprawiedliwości, czuje się bezkarny, i zamienia się w zwierzę”

            Ta książka to fantastyczny reportaż o życiu zamkniętej społeczności w której do dnia dzisiejszego powielane są praktyki buntowników z Bounty. Każdy mężczyzna ma te dewiacje zapisane w genach, i aż chciałoby się powiedzieć robi to już tradycyjnie. W książce znajdziemy opisy wstrząsających gwałtów które dokonały się na prawie wszystkich kobietach z wyspy, gwałtach gdzie oprawcą jest sąsiad, nauczyciel ale też ojciec czy brat, a matka doskonale wiedząc co się dzieje bo doświadczyła tego samego, nie może pomóc.

            Pitcairn jest metaforą społeczeństwa które zatraciło wszelkie zasady. To studium zła, do jakiego zdolny jest człowiek bezkarny, oderwany od korzeni kulturowych i moralnych. Życie na wyspie zeszło do poziomu pierwotnego gdzie siła była wyznacznikiem potęgi. Po lekturze moje myśli samoistnie biegły w kierunku książki „Władca much” William’a Golding’a, który w swojej powieści bardzo podobnie opisał co dzieje się z ludzkim charakterem, jakim wypaczeniom ulega gdy nie ma norm, i zasad moralnych umieszczając na małej wysepce kilkunastu chłopców. Różnica jest taka, że książka Golding’a jest wymyślona, Pitcairn istnieje naprawdę.

            Autorowi często zarzuca się, że pojechał jak najdalej mógł gdzie mało kto w ogóle był by napisać o czymś co będzie szokowało, czym zasłuży sobie na laury czytelników, i jednocześnie wpłynie na wysoką sprzedaż. Mnie motywy autora kompletnie nie interesują książka napisana jest wyśmienicie poza tym temat który ukazuje to coś zupełnie innego niż miła, sielankowa relacja z podróży. Chłonie się ją w jeden dzień, rewelacyjna!

            Na koniec dodam jeszcze, że pod koniec tego roku będzie można zobaczyć film nakręcony przez dwóch studentów łódzkiej filmówki opowiadający o Pitcairn i jej małej społeczności. Poniżej zapowiedź.

czwartek, 18 lipca 2013, sylviaa777

Polecane wpisy