Blog > Komentarze do wpisu

Podróżniczki: w gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy

            „Podróżniczki” nieżyjącego już niestety holenderskiego pisarza Wolf’a Kielich’a ocaliła od zapomnienia polska tłumaczka Małgorzata Diederen – Woźniak kiedy to przez przypadek znalazła jego książkę w małej księgarence, i postanowiła przetłumaczyć na język polski. Ta pasjonująca książka przedstawia zapomniane już sylwetki niepokonanych kobiet, które odkrywając świat zapełniały ciągle jeszcze białe plamy na jego XIX wiecznej mapie. Jako pierwsze zdobywały himalajskie szczyty, syberyjską tajgę, odkrywały nieznane tereny Afryki czy Azji, poznając nowe gatunki zwierząt i roślin, niosły pomoc humanitarną i duchową jednak nierzadko płaciły za swoje pierwszeństwo wysoką cenę zamarzając na śmierć, umierając z tropikalnych chorób czy ginąc z rąk lokalnych plemion. Warto przeczytać tę książkę by uświadomić sobie jakie to szczęście, że żyjemy w czasach obecnych, i jak wielką drogę przeszłyśmy my kobiety przez te 100 ostatnich lat.

            Tak sobie myślę jak piękne, i jednocześnie przerażając musiały być takie wyprawy. Obecnie w dobie szybkiego przemieszczania się nasze podróże nie są już tak magiczne, i romantyczne jak kiedyś. Jeśli ktoś miał ochotę wypuścić się gdzieś poza Europę musiał miesiącami płynąć statkiem, iść pieszo, jechać konno, lub ewentualnie korzystać z lektyki. Pewnie to dreszcz emocji związany z byciem pierwszym sprawiał, że opisywane kobiety wypuszczały się w tak trudne tereny.

            Dzisiaj myślimy sobie ”cóż to za wyczyn wybrać się w daleką podróż” jednak trzeba pamiętać, że stosunkowo niedaleki XIX wiek był oddalony o lata świetlne od naszego wyobrażenia jeśli chodzi o możliwości kobiet o to co wypada co nie, o obowiązujące konwenanse. Wtedy mogłyśmy co najwyżej wyszywać, czytać wybrane(!) książki, grzać rączki przy kominku po powrocie z kościoła, rodzić dzieci, i pójść na spacer w towarzystwie oczywiście bo samotną kobietą na ulicy mogła być tylko pani lekkich obyczajów. Być kobietą w tamtych czasach nie był łatwo, na domiar złego jeśli któraś chciała zrobić cokolwiek co wiązało się z męskimi zajęciami była odsunięta przez towarzystwo, i patrzono na nią jak na dziwoląga. Nie muszę chyba dodawać, że podróżniczki, które opisane są w książce były właśnie takimi dziwolągami po czasie wkład w naukę niektórych pań został doceniony jednak tylko niektórych, większość z nich uznana została po prostu za szalone dziwaczki.

            Poza tym podróżować nie mogły wszystkie panie którym się to zamarzyło, mogły to zrobić tylko te, które pochodziły z bogatych rodzin, i którym mąż czy ojciec wyraził zgodę na finansowanie, niektóre później po powrocie zarabiały na pisaniu książek i artykułów do gazet jednak na początek musiał ktoś je wspomóc. Zresztą różnica między podróżami kobiet, a mężczyzn była tak wielka ponieważ już na początku mężczyźni za swoją pracę byli wynagradzani przez rząd kobiety musiały same finansować swoje wyprawy co oznaczało, że prawie wszystkie panie opisywane w książce pochodziły z bogatych rodzin burżuazyjnych lub arystokratycznych.

            Może właśnie ze względu na pochodzenie, na ówczesną modę i konwenanse obowiązujące w ich wysokiej sferze życia wszystkie odbywały swoje podróże ubrane tak jakby wychodziły na spacer po mieście. Niemałe było moje zdziwienie kiedy dzięki zamieszczonym zdjęciom przyjrzałam się ich ubiorowi. Z niedowierzaniem wprost śledziłam jak przedzierały się przez dżunglę czy wchodziły na ośmiotysięczniki a wszystko w tych sięgających kostek spódnicach, białych bluzkach zapiętych pod szyję, skórzanych bucikach na obcasiku, i nieodłącznym wielkim kapeluszu (czasem plus parasolka). Podejrzewam, że nie robiły tego z wygody ale z mocno zakorzenionego poczucia wyższości nad „dzikimi” by pokazać im że tylko cywilizacja może ich uratować. Kobieta ze zdjęcia zamieszczonego na okładce w krótkich spodenkach, siedząca  „po męsku” na zebrze jest absolutnym fenomenem.

            Nie sposób zrozumieć dzisiaj ówczesnego traktowania kobiet dlatego i ja nigdy nie zrozumiem dlaczego mężczyzn w tym względzie traktowano jak bohaterów, a kobiety odsuwano na boczny tor choć robiły dokładnie to samo. Trudno… tak było dawniej, a one pewne nie miały świadomości, że są pionierkami również w dziedzinie feminizmu. Teraz nie ma już na szczęście takich podziałów, a bohaterki w książce Wolf’a Kielich’a opisane są przecież tak pasjonująco nie dlatego, że autor tak to sobie wymyślił tylko dlatego, że one same miały tak porywające przygody, i niesamowite życiorysy.

            Świetna książka która ułatwia nam zapoznanie się z życiorysami pań w pigułce gdyż książki przez nie pisane są już dla nas obecnie niezrozumiałe.

 

piątek, 12 lipca 2013, sylviaa777

Polecane wpisy