Blog > Komentarze do wpisu

Znak wodny - Josif Brodski

            Wenecję poznałam kilka lat temu, olśniła mnie swoim koronkowym pięknem przeglądającym się w lustrach wody. Będąc tam ma się wrażenie, że przeniosło się do innego świata, świata bez współczesnych „udogodnień”, a starodawną ciszę błądzącą po krętych uliczkach zagłusza jedynie szelest głosów turystów z całego świata, odgłos ich kroków czy śpiew gondoliera. Wracam do niej w rzeczywistości i w marzeniach, i wiem jak to jest być w słodkiej niewoli tego miasta.

           Już jakiś czas temu chciałam znaleźć coś wartego przeczytania o tym mieście bo wiem, że wielu pisarzy również wpadło w jej sidła. Szukałam, i znalazłam coś wysokich lotów „Znak wodny” noblisty Josifa Brodskiego to napisany w 1989 roku esej opisujący zachwyt jaki przez lata odwiedzin miasto wywarło na pisarzu.


           Sam chorując na serce odnalazł w tym mieście kompana w chorobie Wenecja też nieuleczalnie chora skazana właściwie na zagładę na podzielenie losu Atlantydy dzieli swój los z Brodskim, a właściwie on z nią, jej czas jest liczony inaczej. Odkąd w 1972 roku Rosja sowiecka zmusiła go do opuszczenia kraju każde Boże Narodzenie i mglisty, zimny styczeń spędzał w Wenecji, był z nią całkowicie połączony i za życia, i jak się okazało po śmierci bo również tam został pochowany. Dlaczego jego przyjazdy odbywały się tylko zimą? Sam najlepiej to wyjaśnia: „…nie przyjechałbym tu nigdy w lecie, choćby mi przystawiano lufę do pleców. Upał znoszę bardzo kiepsko: niepowściągnione niczym wydzielanie węglowodorów i woni spod pach – jeszcze gorzej. Odziane w szorty stada, zwłaszcza te rżące w języku niemieckim, również działają mi na nerwy…” Uważał, że zima to abstrakcyjna pora roku w której wszystko jest twardsze i dobitniejsze przez co życie wydaje się prawdziwsze niż kiedykolwiek indziej.


             Nie da się ukryć, że był magią Wenecji zauroczony skoro pisał, że nawet łóżka, a właściwie ich zwieńczenia przyciągają uwagę bardziej niż to co może się w nich znajdować: „..niż anatomia ukochanej, której jedyną przewagą w tej sytuacji mogłaby być zdolność do ruchu i ciepło…”. Jeśli się przedkłada piękno łóżka nawet nie wiem jak starego nad urodę partnerki, która się w nim znajduje to wytłumaczyć może to tylko wielka miłość do sztuki, którą całkowicie rozumiem. Po takich słowach wie się, że Wenecja i Brodski to nierozerwalna całość. Najpiękniejszy opis ukochanego miasta jaki czytałam.

          Trzeba pamiętać, że Brodski to przede wszystkim poeta dlatego książka choć napisana prozą jest bardzo poetycka. Piękne metafory, które tym co już byli w Wenecji otwierają oczy na nowo zmuszając do odbycia podróży choćby w wyobraźni raz jeszcze, a tym którzy nie byli obiecuje takie wrażenia, że nie sposób nie ulec i nie odwiedzić. Jednak w opisie całego tego zachwytu miastem znajdziemy również wiele przemyśleń, teorii ukazujących wielką mądrość pisarza.


           Na koniec muszę powiedzieć, że Brodski pisze pięknie choć nie łatwo, by go dokładnie zrozumieć trzeba trochę wysiłku może to dlatego jest w Polsce jakby zapomniany, i tylko ludzie mający większe ambicje czytelnicze sięgają po jego twórczość, szkoda…. jest WIELKIM PISARZEM.



sobota, 26 października 2013, sylviaa777

Polecane wpisy