Blog > Komentarze do wpisu

Ksiażka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki - Marek Raczkowski

            Marek Raczkowski  to wybitny polski rysownik którego prace można było zobaczyć w „Życiu”, „Gazecie Wyborczej”, „Polityce” czy w „Przekroju” obecnie rysuje dla portalu Gazeta.pl . Po ”Książkę, która napisałem…” sięgnęłam bynajmniej nie z powodów zachwytu nad jego twórczością, bo choć znane mi było jego nazwisko już wcześniej to raczej za sprawą nietuzinkowej osobowości niż twórczości. Wynika to z tego, że ja nie czytam żadnych gazet już od kilku lat więc jakoś mi te obrazki umknęły, poza tym na sztuce też znam się raczej średnio. Przyznam natomiast, że te które widziałam bardzo mi się podobały bo bawią jednocześnie zmuszając do myślenia nad kondycją naszego kraju i psychiką jego mieszkańców. Zresztą w książce prócz kilku zdjęć autora zawarta jest spora ilość rysunków jeśli ktoś wcześniej nie widział będzie mógł zapoznać się z nimi.


           Pamiętam jaki szum zrobił się na początku zeszłego roku po premierze książki, jakieś groźby, wyzwiska, niektórzy poczuli się obrażeni inni straszyli sądem, a jeszcze inni najlepiej wyrzuceniem z kraju. O co chodzi? pomyślałam i przeczytać musiałam nastawiając się na jakieś szokujące wiadomości, może nowe tajne taśmy, ukryte haki. Okazało się że nic podobnego Raczkowski po przeczytaniu wydał mi się bardzo sympatycznym 55 letnim facetem który jako artysta i nieprzeciętny intelektualista ma do powiedzenia więcej i dobitniej niż „zwykły Kowalski”. To co mówi o kościele, Smoleńsku, narkotykach, sexie w ogóle mną nie wstrząsnęło jest specyficzne ale bez przesady przecież tak myśli połowa polaków a młodych ludzi to nawet 90%. Zastanawiam się skąd ten krzyk i szok wywołany książką… cóż… nie zrozumiem raczej. Może to za sprawą mocnego tytułu choć tak po prawdzie nie mającego nic wspólnego z treścią.


      Książka ma formę wywiadu, to zapis rozmowy którą z  Markiem Raczkowskim przeprowadziła  wieloletnia przyjaciółka Magdalena Żakowska. Trochę mi się te pytania wydawały porozrzucane ale taki charakter ma rozmówca więc to nawet mi jakoś ciekawe się wydało. Raczkowski strzela jak z karabinu to co w głowie to na języku, czasem można mieć wrażenie ze kompletnie się nie zastanawia, dlatego jest dla mnie wiarygodny, poprzez tę książkę świetnie narysował siebie słowami.


         Polecam wam bo czyta się naprawdę przednio, nie mogłam się oderwać i zaśmiewałam w głos co kilka chwil. Czytając myślałam że ten jego luz i śmiech to jest taki trochę przez łzy ale jeśli on taki po prostu jest? Bo nam się wydaje że jak człowiek jest takim trochę alienem, nie za bardzo lubi opuszczać swój dom, i otwarcie mówi że na nic już nie czeka, za niczym nie tęskni to mus być u kresu, i czeka go już tylko próba samobójcza, a może właśnie nie, może mówiąc to co mówi żyje w idealnej zgodzie ze sobą i czuje się bardzo szczęśliwy.

          To nie jest literacki nobel to zwyczajna opowieść o życiu nietuzinkowego faceta, to czy wydał honorarium za książkę na pierwszej potrzeby cele zawarte w tytule, kompletnie mnie nie obchodzi, choć fakt poprzez zakup dołożyłam do tego swoją cegiełkę, jednak wcale się tego nie wstydzę bo tytuł jest komercyjny, a poważnie odbiorą go tylko naiwni.  

niedziela, 02 lutego 2014, sylviaa777

Polecane wpisy

Komentarze
koczowniczk.a
2014/02/02 19:04:16
Przyznam szczerze, że ja nie sięgnęłam do tej pory po tę książkę właśnie ze względu na tytuł, który mnie wręcz odrzuca. Ale skoro tytuł ma się nijak do treści, a treść, jak ją opisujesz, wydaje się być interesująca, to może się na jej lekturę jednak skuszę.
-
2014/02/02 20:09:22
Faktem jest, że swoje poglądy wyraża czasami dość dobitnie nie znaczy jednak że jest odszczepieńcem. Po przeczytaniu zobaczyłam, że tak naprawdę to miły i lubiący ludzi człowiek. Przez tą cała otoczkę, która spowija jego postać otoczkę gorszyciela przebija coś znacznie wartościowszego. Przeczytaj szczerze polecam.