wtorek, 17 września 2013

          Zacznę od tego, że jestem okropnie zła na autora. Dałam Barnes’owi drugą szansę ale jej nie wykorzystał, dawno żadna książka tak mnie nie znudziła. Opowiadania nic szczególnego , jedne lepsze, drugie gorsze takie do przeczytania jednak kompletnie bez zachwytu. Podobnie sprawa się ma jak po szumie wywołanym najbardziej prestiżowa brytyjską nagroda literacką „The Man Booker Prize” za książkę „Poczucie kresu”, do ukończenia której prawie się zmuszałam. Może to wina różnicy wieku, tematem obu książek jest starość, a mnie jako osobie nadal względnie młodej daleko do zrozumienia świata ludzi w zaawansowanym wieku stąd możliwe moje niedocenianie tematu jednak wierzę że autor talent posiada, a tylko ja się nie znam, w końcu za coś tą nagrodę dostał.

            Bohaterowie są różni, należą do różnych klas społecznych, dzieli ich miejsce urodzenia, czasy w których żyją, również starość nie jest dla wszystkich jednakowa, i przechodzą przez nią na wiele sposobów. Po przeczytaniu jednego opowiadania wydaje nam się, że właściwie nie ma się czego bać, jednak po kolejnym jesteśmy już pewni, że starość to nic godnego pozazdroszczenia, właściwie każdy z bohaterów tej książki jest dziwakiem, nie wiem z czego to wynika ale mentalność starszych osób to na powrót mentalność dziecka, która u dzieci urocza u starców robi się często nie do zniesienia.

            Jedyne co odkryłam to, że nie można odebrać Bernes'owi talentu do obserwowania rzeczywistości. W pierwszym opowiadaniu które podobało mi się najbardziej bardzo obrazowo opisuje życie pewnego mężczyzny poprzez cykliczne wizyty u fryzjera od lat najmłodszych do późnej starości. Na jego podstawie widzimy jak z biegiem lat zmieniają się nasze przyzwyczajenia, upodobania, opinie. Jak niechęć, i strach dziecka po latach może się przerodzić w awersję dorosłego. Z pośród jedenastu opowiadań może ze trzy jakoś względnie mi się czytało jednak nuda jest wszechobecna, i wcale nie chodzi tu o szaloną akcję tylko wessanie mnie w opowiadaną rzeczywistość, nie lubię kiedy to ja muszę książkę „ciągnąć” wolę kiedy ona robi to za mnie. Miałam nadzieję na to, że w końcu "coś" dostrzegę w jego prozie, to „coś” co widzą jego zwolennicy, cóż… jednak nie.

            Co do tytułu to nie miałam pojęcia co ma właściwie oznaczać dopiero na 4 kartce od końca dowiadujemy się skąd został zaczerpnięty. The Lemon Table został wydany w 2004 roku jednak w Polsce dopiero w styczniu tego roku trafił na księgarskie półki.

piątek, 13 września 2013

            W tej trzeciej już części (recenzja wszystkich poprzednich również na blogu)poznajemy dalsze losy rudowłosej ciągle bezimiennej bohaterki serii „niedoskonałej” Krystyny Nepomuckiej. Jednak jeśli ktoś myśli, że koniec wojny,  nowonarodzone dziecko czy chwilowy dobrobyt sprawią, że jej życie będzie w końcu lżejsze, a szczęście choć trochę wyłoni się z niebytu to grubo się myli.

            Tym razem młoda lekarka po powrocie do Warszawy, i urodzeniu dziecka liczy na względny spokój i znalezienie męża bo samotność młodej dziewczynie doskwiera permanentnie. Jednak spokój nie trwa długo, i jak zwykle przebiegły ojciec ku przerażeniu całej rodziny po niespodziewanym spotkaniu znanym z poprzednich części Wykolejeńcem, postanawia wyemigrować do Draniewa małej miejscowości na ziemiach odzyskanych, tam zająć jakiś poniemiecki duży dom, i zostać wysoko postawionym urzędnikiem, a dokładnie starostą. Kto czytał poprzednie części wie, że ojciec to alkoholik i kobieciarz, nieraz już przez swój nałóg tracił rodzinne mienie, dlatego córka z matką są perspektywą przeprowadzki w nieznane przerażone tym bardziej, że ojciec pierwszy raz w życiu ma w Warszawie nie byle jaką pracę, i głód przestał zaglądać im do talerza. Jednak ojciec stawia na swoim, i choć pije dalej to poniemiecki dom się znajduje, jest nawet służba, bryczka, a co najważniejsze upragnione stanowisko. Jednak mimo chwilowej stabilizacji, i po raz pierwszy w życiu zachłyśnięcia się dostatkiem bohaterka czuje że to nie jest jej życie, że starania ojca  o to by uchodzili za rodzinę z rodowodem, i łatwość wcielenia się matki w panią starościnę pochodzącą z zamożnego starego rodu to nie jest jej życie. Choć nie ma tego rodzicom za złe bo po latach głodu rozumie ich postępowanie, a poza tym jak sama mówi ”każdy chce żyć życiem kogoś innego” postanawia opuścić ten obcy jej świat.  Na początku stara się dopasować do tego małomiasteczkowego towarzystwa jednak widzi, ze wokół pełno osób podających się za kogoś innego, tęskni za ludźmi wykształconymi, oczytanymi, z wyższym poziomem inteligencji jednak inteligencję zniszczyła wojna, a ona spotyka na swojej drodze tylko osoby podobne do ojca, rozpaczliwie stara się znaleźć miłość więc gdy zaczyna dusić się w małym Draniewie, postanawia zostawić dziecko rodzicom a sama zacząć pracę w położonym na drugim końcu Polski dopiero co zaludniającym się rodakami Wrocławiu gdzie ściąga ją znajomy, młody ginekolog Paweł.

            Serię "niedoskonałą" Nepomuckiej polecam każdej kobiecie bo spodoba się na pewno. Cudowna słodko - gorzka opowieść o trudnym życiu młodej dziewczyny, która za wszelką cenę stara się jakoś ten swój trudny los oswajać i adaptować pod siebie. Wybitni bohaterowie jak niezrównany gamoń, i cham były mąż Busio, drobny pijaczyna ojciec, który powiedzonkami i przedziwnymi sytuacjami jakie przyciąga dosłownie "rozwala" książkę, i cała masa przygód jakie spotykają młodą lekarkę doprowadza do śmiechu przez łzy. Genialna jak każda z 6 tomów.

niedziela, 08 września 2013

            Dwie najlepsze przyjaciółki „od zawsze” (Naomi Watts i Robin Wright), mieszkają blisko siebie w pięknej scenerii australijskiego wybrzeża. Obie mają synów w tym samym wieku, i właściwie obie mają podobne życie jednak z tą różnica, że jedna zostaje samotną matką gdy w wypadku samochodowym ginie jej mąż. Życie płynie, a towarzystwo w postaci przyjaciółki, i ich dorastających synów upływa na pływaniu, zabawach, i niczym nie zmąconej radości. Jednak z biegiem lat zaczynają nadciągać chmury, obie kobiety są już dojrzałe jednak nadal młode, i bardzo atrakcyjne, synowie już dorośli mężczyźni wyglądają jak greccy bogowie, zaczyna się między nimi tworzyć nić wzajemnej fascynacji, aż wreszcie pożądania nie można już odeprzeć. Zaczyna się romans, który naznaczy całe ich życie.

            Na początku myślałam sobie, że taka historia jest niemożliwa, i chyba mam rację w naszym kraju raczej do takich sytuacji nie dochodzi, ale w świecie gdzie matki nie dość, że wyglądają jak córki, to mają na tyle otwarte umysły, że potrafią się bez przeszkód z nimi porozumieć, a wręcz zaprzyjaźnić, taka sytuacja wydaje mi się wielce prawdopodobna. Czy niemoralna? Czy ja wiem? w końcu chłopcy od dziecka widywali przyjaciółkę matki, znali ją, i lubili później ta przyjaźń przybrała formę fascynacji, która kończy się uczuciem. Jednak jakby nie patrzeć to obce dla siebie osoby, a piękne kobiety które w dodatku są najlepszymi przyjaciółkami zaczęły bezwiednie stymulować erotycznie młodych mężczyzn.

            Film bardzo ciekawy, osadzony w przepięknej rajskiej scenerii, gdzie troski tego świata wydają się nie mieć wstępu, a ludzie są zawsze piękni, i młodzi. Film w znakomity sposób obrazuje mechanizmy psychologiczne w szczególności skłonności edypalne. Zadziwiająca jest ludzka psychika. Poza tym film trzyma w napięciu do końca bo choć spodziewałam się dramatu od samego początku to okazało się, że moje oczekiwania nie mają pokrycia, a film pokazuje bardzo dziwny, i przez to interesujący układ. Jeśli ktoś miałby ochotę zapoznać się z tą historią w formie książki może ją znaleźć w zbiorze opowiadań zatytułowanym "Dwie kobiety" Doris Leesing angielskiej pisarki, laureatki Literackiej Nagrody Nobla w 2007 roku.

wtorek, 03 września 2013

           Wielbicielkom twórczości Katarzyny Michalak serii „z kokardką” nie trzeba jakoś szczególnie przedstawiać, jest to bowiem bestseller składający się z trzech części z której każda opatrzona jest imieniem jednej z przyjaciółek. Część pierwszą zatytułowaną „Bogusia” przeczytałam już jakiś czas temu, recenzja również znajduje się na blogu.

           Druga część "Sklepiku z niespodzianką" została poświęcona Adeli - energicznej, zaangażowanej społecznie oraz niezależnej finansowo i życiowo kobiecie około czterdziestki. Czytelnik poznaje bliżej tę niezwykłą bohaterkę, odkrywa jej dramatyczną historię i powody, dla których obecnie jest tak twarda. Mimo zabiegających o nią mężczyzn, mimo marmurów w łazience, i jaguara przed domem Adela jest po prostu nieszczęśliwa. Dlaczego? Trochę dlatego, że stare rany wciąż odzywają się w jej sercu, trochę dlatego, że codziennie spotyka ludzi, którzy przywołują koszmary z przeszłości, ale przede wszystkim dlatego, że nie pozwala sobie na miłość. Boi się słabości, którą miłość przynosi. Ale przecież tak nie musi być. I być może okaże się, że dramatyczna diagnoza lekarska stanie się dla pani radnej nowym początkiem?


              W części trzeciej poznajemy historię życia Lidki życia, które nie było ani łatwe ani przyjemne. Lidka będąc dzieckiem w tragicznym wypadku straciła ukochanego brata. Nigdy nie kochana przez rodziców, obwiniana o śmierć najukochańszego syna nie wytrzymuje, i ucieka z domu. Dziewczyna zaczyna układać sobie świat na własną rękę. Mimo, że sama dokonywała wyborów jej życie nie potoczyło się sielankowo. Mąż despota, tyran i szantażysta, który zdradzał ją na każdym kroku. Batalia o dziecko okupiona nerwami i stresem. To wszystko doprowadziło do załamania nerwowego Lidki i pchnęło ją do bardzo nieprzemyślanego czynu po którym moim zdaniem powinno się ją zamknąć w zakładzie psychiatrycznym.

              Mimo, że opisy książek może nie zniechęcają do przeczytania to nie da się ukryć, że jest to grafomania w dodatku bardzo tandetna, która znajdzie rzesze czytelników którym brak jakiejkolwiek spójnej rzeczywistości w książkach nie przeszkadza. W obu przypadkach opisy i sytuacje zostały wymyślone na siłę, i w zasadzie traktują o niczym byleby coś napisać, a najważniejsze by było nieskomplikowane bo wtedy dobrze się sprzeda.

           Gdyby nie była to saga dziejąca się w moich rodzinnych koszalińskich stronach nigdy bym po nią nie sięgnęła bo umówmy się to, że nie przedstawia sobą zbyt wielkiej wartości widać już na pierwszy rzut oka. Jedynym plusem jeśli można tak to nazwać jest to, że szybko się ją czyta w zasadzie jeden dzień wystarczy.

       Niewiarygodne jak wysoko te książki notowane są na „Lubimy czytać” równie niewiarygodne jest to, że „Sklepik z niespodzianką” trafia na listę bestsellerów w polskich księgarniach gdzie na równi z sagą o Grey’u uznawana jest za literaturę fachową.

       Nazywając panią Michalak pisarką śmiem twierdzić, że słowo to strasznie się zdewaluowało. Poza tym gdy usłyszałam, że zabiera się ona za książkę o tematyce powstaniowej złapałam się za głowę. Podobnie jak przy „mrocznym erotyku” jej pióra. Zgroza, nigdy więcej.

wtorek, 27 sierpnia 2013

              Pamiętam jak lata temu „Zalotnica niebieska” – Magdaleny Samozwaniec stała na półce z książkami w naszym domu, czytała ją mama na spółkę z babcią, i zachęcały mnie do tego samego jednak ja ówcześnie małolata nie miałam ochoty na poznawanie historii życia jakieś dawno nieżyjącej kobiety w dodatku poetki, za ciężkie mi się to wydawało, i trochę podchodzące pod lekturę szkolną. Ale cóż…. minęły lata książka się gdzieś zapodziała, a ja z biegiem lat zdążyłam się już zakochać w poezji Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, i przeczytałam w końcu tę polecaną mi kiedyś książkę.

               Nie wiem czy jestem w stanie ocenić obiektywnie „Zalotnicę niebieską”. Jako osoba całkowicie zauroczona wspaniałym rodem Kossaków do którego obie siostry należały daję duże fory wszystkiemu co wyszło spod ich piór. Na szczęście twórczość obu jest wysoko ceniona więc mój zachwyt nie jest niczym dziwnym.  W dodatku w zeszłym roku przeczytałam (recenzja również na blogu) przepięknie wydane dzienniki wojenne Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej zatytułowane „Wojnę szatan spłodził” , i jest to dla mnie jedna z najlepszych książek jakie w życiu przeczytałam.


          „Zalotnica niebieska” to historia życia genialnej polskiej poetki opisana przez jej siostrę. Niektórzy zarzucają autorce, że opisała siostrę ze zbyt wielkim uwielbieniem, a przyrównując do bogiń greckich nadała jej prawie boskie cechy. W jej oczach siostra prawie nie ma wad od początku była najpiękniejszym dzieckiem, które z czasem wyrosło na porażającej urody kobietę. I choć ze zdjęć wiadomo, że Pawlikowska-Jasnorzewska była urodziwą kobietą to i tak opisy Magdaleny ocierają się o ślepe uwielbienie. Zaślepiona miłością do siostry w każdej dziecięcej zabawie w każdym na pozór zwyczajnym zdarzeniu przytrafiającym się Marii widzi magię. Dla niej genialność siostry była tak duża, że nie możliwym było by jej życie biegło tak „po prostu” musiały nim kierować siły wyższe. To, że Magdalena w taki sposób opisuje siostrę wcale mnie nie dziwi, przecież Maria bez wątpienia była wybitną poetką, a siostra choć mniej utalentowana to jednak jako uznana pisarka doskonale zdawała sobie sprawę z wybitności siostry, i po prostu świetnie opisała ten skarb z którym miała szczęście obcować na co dzień. Genialna siostra zasłużyła na genialny opis swojej osoby, i Magdalena w stu procentach oddała jej tą książką hołd.

         Książka pozwala nam nie tylko zgłębiać losy siostry-poetki ale również zachęca żebyśmy z ciekawością zajrzeli jak przez półotwarte drzwi do cudownego minionego już świata wielkich polskich rodów jakimi bez wątpienia był ród Kossaków malarzy batalistów mieszkających w owianej magią krakowskiej Kossakówce, którą to Magdalena przepięknie odmalowała słowami przedstawiając ją w magiczny sposób tak jak tylko można opisać cudowne miejsce w którym spędziło się najcudowniejsze lata życia. To również książka o czarze minionych lat o ulotnym erotyzmie, którego domeną były długie włosy, o kulturalnych spotkaniach na których dyskutowało się przy winie z własnej piwniczki o literaturze, malarstwie, podróżach, wreszcie zaginionej już sztuce pisania listów dzięki którym możemy zobaczyć poetkę taką jaką była naprawdę poprzez zapoznanie się z jej uczuciami do mężczyzn czy rodziny.  

Magdalena Samozwaniec

             Poza tym piękne opisy rodziców, miłość do sławetnej Kossakówki i siebie nawzajem pokazują, że opis Marii przez Magdalenę nie był niczym dziwnym tylko wielkim siostrzanym uczuciem które rozszerzyło się o wielką tęsknotę po śmierci poetki. Dodatkowym smaczkiem książki jest fakt, iż była ona pisana pod koniec lat 60. lub na początku 70. (ukazała się zaś już po śmierci autorki, w 1973 roku), a autorka często porównuje czasy swojej młodości z aktualnymi obyczajami czy modą. Jednak jeśli tylko uświadomimy sobie ten fakt będzie dla nas wyjątkową lekturą.

            Jedyne co zdziwiło mnie w czasie czytania to otwartość z jaką autorka wypowiada się o zdradach miłosnych ukochanego ojca, wielkiego polskiego malarza Wojciecha Kossaka. Panią Irenę znała, i akceptowała cała rodzina, i choć matka była zazdrosna o ojca całkowicie rozumiała jego potrzeby, i akceptowała tzw. flamę u jego boku. Córki również nie tylko godziły się z tą sytuacją ale uważały ją za całkowicie normalną. Coś mi się wydaje, że nam teraz tylko wydaje się, że jesteśmy bardziej nowocześni od naszych pradziadków, tak naprawdę przynajmniej pod tym względem bili nas o głowę, a biorąc pod uwagę to, że w ówczesnym czasie praktycznie nie było rozwodów wykazali się niezwykłą życiową mądrością znajdując takie „rozwiązanie”. Książka cudowna, prawdziwa ozdoba każdej biblioteczki.

czwartek, 15 sierpnia 2013

            Postać Virginii Woolf to genialna postać angielskiej literatury. Cierpiąca na chorobę psychiczną popełnia samobójstwo wypychając kieszenie płaszcza kamieniami, i wchodząc do rzeki Ouse. Jej cały dorobek pisarski (powieści, opowiadania, nowele) przesiąknięte są dramatem jej życia choć nie tylko ze względu na treść czytane są nadal po ponad 100 latach, a przede wszystkim niezwykle wyrafinowany, poetycki styl.

            „Fale” są właśnie napisaną takim stylem powieścią opowiadającą historię życia sześciorga przyjaciół, którzy w monologach opisują własne życie nierozerwalnie połączone z pozostałą piątką. Susan, Jinny, Rhoda, Louis, Neville i Bernard (oraz tajemniczy, milczący Percival) najpierw wesoło biegają po piasku, by następnie powoli zanurzać się w falach, które nieuchronnie zmierzają ku skałom. Poznajemy ich namiętności, sukcesy, problemy, przyjaźnie, rozczarowania; obserwujemy jak z każdą chwilą wzrasta w nich coraz większe poczucie porażki, znudzenie życiem, i jednoczesna świadomość tego, że czasu nie da się zatrzymać, bo życie to ciągle powtarzająca się fala. Każdy „ (...) świt jest czymś w rodzaju odnowy. Kolejny dzień, kolejny piątek, kolejny dwudziesty marca, stycznia, września (…) Tak, to nieustająca odnowa, nieprzerwane wznoszenie się i opadanie (…)”

            Początkowe zetknięcie się z książką może przysporzyć trochę trudności, przynajmniej ze mną tak było, przyzwyczajana do czytania zrozumiałej prozy na co dzień musiałam przestawić się na 240 stron poezji. Takie niewielkie objętościowo książki czyta się właściwie w dwa, trzy dni tym razem zajęło mi to ponad tydzień. Ta trudna książka, pisana wprawdzie pięknym lecz zawiłym stylem tzw. strumieniem świadomości, wymaga od czytelnika właściwego tempa, nierzadko zmusza by się zatrzymać, i kontemplować każde zdanie po wielokroć bo każde gdzieś pod spodem zawiera obszerną treść. Nie wiem jak autorka to zrobiła ale książka każe czytać się sama, sama nas zatrzymuje, sama na powrót przyciąga.

            Już po kilku początkowych zdaniach czuje się, że to książka z tych wielkich w literaturze światowej. Przeczytanie jej do końca to wielka przyjemność, która przeradza się w podziw nad niezaprzeczalnym geniuszem autorki. Jednak muszę przyznać, ze strumień świadomości nie jest dla mnie, mimo pięknych opisów, i  nierzadko powalających myśli czytało mi się ciężko. Nie zrażam się jednak do pisarstwa Wolf bo jest absolutnie magnetyzująca, i wrócę do niej na pewno w najbliższym czasie.

sobota, 10 sierpnia 2013

               Ten piękny, i bardzo wzruszający obraz o życiu jednego z największych polskich poetów Krzysztofa Kamila Baczyńskiego całkowicie mnie oczarował. Przyznam, że po obejrzeniu byłam trochę zaskoczona poetycką formą jaką wybrał reżyser by przedstawić życie Baczyńskiego jednak dawno nie czułam się tak poruszona, a nawet wzruszona na polskim filmie. Po obejrzeniu miałam wrażenie rozmowy z poetą bo to nie reżyser ani aktor grający poetę przemawia do nas z ekranu, a sam poeta. Dawno nie było takiego filmu.

               Obecnie My jako naród zapomnieliśmy już o dramacie wojny, młode pokolenie nie pamiętają jak nieludzki los ze sobą niosła. Niewiarygodne są z punktu widzenia dnia dzisiejszego wybory życiowe, i dylematy moralne ludzi współczesnych Baczyńskiemu, a ich niewiarygodna wręcz dorosłość w tak młodym wieku obecnie zawstydza. Połączenie filmu fabularnego z dokumentalnym uważam za świetne posuniecie za strony reżysera, a wspomnienia przyjaciół, archiwalne filmy z II wojny światowej w połączeniu z ciekawą rolą Mateusza Kościukiewicza oraz wpleceniu w film wierszy poety  sprawia, że film zasługuje na duże uznanie.

              „Baczyński” to debiut reżyserski 34-letniego Kordiana Piwowarskiego syna reżysera Radosława Piwowarskiego. Muszę przyznać, że nie często debiutuje się tak udanie, i tak trudnym tematem dlatego chylę czoła, i czekam na kolejny film.

czwartek, 01 sierpnia 2013

            W końcu mogę odetchnąć bo po ponad dwóch tygodniach ciągłego czytania skończyłam arcyciekawą ale i bardzo obszerną (ponad 550 stron) biografię jednej z najciekawszych postaci brytyjskiego dworu. Jej królewska wysokość Elżbieta, żona króla Jerzego VI, matka obecnie panującej królowej Elżbiety II to postać absolutnie fenomenalna. Któż nie pamięta malutkiej, uśmiechniętej babci która w wieku 100 lat dziarsko machała rączką odziana w swoje papuzie stroje. Jednak mało kto wie, że pod maską uśmiechu i słodyczy kryła się twarda, apodyktyczna osobowość, a za zasłoną kobiecego uroku szalona ambicja i determinacja.

 

            Lady Colin Campbell to biografka, która zasłynęła już opisami życia innych osobistości angielskiego dworu, m.in. Diany księżnej Walii. Można by pomyśleć, że przez swoje arystokratyczne pochodzenie będzie starała się przypodobać rodzinie królewskiej nakreślając obraz opisywanych postaci w przymilny sposób jednak nic bardziej mylnego. Biografia Elżbiety ma podtytuł „Nieznana historia Elżbiety Bowes –Lyon”, i nie jest kolejną opowieścią o cukierkowej, dobrej monarchini a rzetelnym  obrazem ukazującym królową ze wszystkimi zaletami ale również z wadami o których przez lata starano się nie mówić.

            Autorka rozprawia się z niektórymi elementami życia Elżbiety które były owiane mgłą tajemnicy m.in. o niejasnościach związanych z jej narodzinami gdzie wielkim prawdopodobieństwem jest, że urodziła ją kucharka pracująca u rodziców Elżbiety. Fakt ten nie mógł być ujawniony gdyż spowodowałby daleko idące konsekwencje. Również jej determinacja by zmusić Edwarda VIII do zrzeczenia się tronu na rzecz jej męża Alberta (Jerzego VI), i pozbawienia go wszelkich praw członka rodziny królewskiej tylko dlatego, że chciał ożenić się z podwójną rozwódką Wallis Simpson ukazuje Elżbietę jako kobietę silną, bezwzględną. Dowiedzieć się możemy również o jej niechęci do współżycia z mężem, i poczęciu dwóch córek tj. Elżbiety II i nieżyjącej już księżniczki Małgorzaty w wyniku sztucznego zapłodnienia.

            Czytając o ponad 100 latach życia Królowej Matki (żyła dokładnie 101 lat i 8 miesięcy) czytamy automatycznie o historii XX wieku. Z kart tej obszernej biografii wyczytać można masę informacji o całej rodzinie królewskiej w ciągu tych ostatnich 100 lat, mamy zatem opisane małżeństwa Jerzego V i królowej Marii czy obecnej królowej Elżbiety II z księciem Filipem lub Karola z Dianą, a także wielu innych członków rodziny Windsorów.

             Długość jej życia jest naprawdę imponująca szczególnie kiedy uświadomimy sobie, że urodziła się w czasach powozów konnych i powłóczystych sukien, a zmarła w erze komputerów. Na jej długowieczność z pewnością wpływ miały geny ale również bajeczne, leniwe, i dostatnie życie jakie prowadziła najpierw w zamkach i posiadłościach swoich rodziców później jako gospodyni pałacu Buckingham, i właścicielka 1\4 ziem na świecie. Mimo niezaprzeczalnego uroku osobistego była złośliwa, stanowcza, nieustępliwa i próżna. Nie bez powodu Hitler nazwał ją najniebezpieczniejszą kobietą świata, a inny słodką żelową pianka ze stali. Celem jej życia był tron, i zrobiła wszystko by na nim zasiąść.



              Jedynym minusem książki jest jawna niechęć autorki do byłej monarchini. Może nie od razu ale po jakimś czasie wyraźnie da się zauważyć, że złe cechy Elżbiety autorka przytacza bardzo chętnie, i często, a każdą pozytywną musi podważyć. To w zasadzie wszystkie uwagi bo treść  jest naprawdę zajmująca, oderwać się  od czytania nie sposób, i choć książkę nie czyta się szybko to życie brytyjskich wyższych sfer pochłania nas bez reszty. Dla fanów monarchii obowiązkowa.

             Przypomnę jeszcze, że postać Elżbiety i cały proces związany z abdykacją Edwarda VIII, i przejęciem tronu przez  Jerzego VI przedstawia oscarowy film "Jak zostać królem" w którym króla zagrał genialny Colin Firth, a Elżbietę fenomenalna Helena Bonham-Carter.

środa, 24 lipca 2013

          „Ashes and snow” to piękne multimedialne widowisko, które udało mi się zobaczyć kilka lat temu mimo sporych trudności z dotarciem do niego. Teraz widzę, że można go zobaczyć na YouTube więc zachęcam do obejrzenia. Może nie wszystkim się spodoba ale warto poświęcić godzinę jaką trwa na całkowite zrelaksowanie się w ciszy, i spokoju jakie zapewnia.

            Gregory Colbert od 1992 roku zbierał materiał fotograficzny do tej produkcji by w 2005 roku ukończyć film. Podjął ponad 30 wypraw do tak odległych krajów jak Indie, Egipt, Birma, czy Kenia by pokazać niezwykłe interakcje między ludźmi, i dzikimi zwierzętami. Przesłaniem tego niezwykle poetyckiego widowiska jest proces burzenia barier jakie dzielą człowieka od innych zwierząt żyjących na Ziemi.

            Film to uczta dla zmysłów, jest opatrzony piękną muzyką, i cudownymi zdjęciami. Autor pokazał filmu nakręcony w sepii, który to zabieg idealnie oddaje upał pustyni czy głębię oceanu, a wszystko przedstawione jest w zwolnionym tempie. Nie jest to absolutnie film przyrodniczy który możemy zobaczyć na Animal Planet to medytacja na temat oddalenia człowieka od natury, człowieka od drugiego człowieka i człowieka od samego siebie.

Poniżej cały film.

czwartek, 18 lipca 2013

           Uwielbiam książki z których dowiaduję się ekscytujących nowych rzeczy. Tak było właśnie z tą niby tak jak każdy gdzieś tam słyszałam o statku angielskich buntowników który rozbił się na rajskiej wyspie ale bardziej dzięki filmowi „Bunt na Bounty” niż rzeczywistemu zainteresowaniu. Dzięki książce Macieja Wasielewskiego „Jutro przypłynie królowa”  pogłębiłam ten temat całkowicie, a dowiadując się poszczególnych rzeczy oczy z minuty na minutę otwierały mi się szerzej ze zdumienia.

            Pitcairn to maleńka wyspa należąca do Wielkiej Brytanii, została odkryta w 1763 roku jednak jeszcze przez 30 lat była niezamieszkana, leży na Oceanie Spokojnym w strefie tropikalnej, ma 4 km2 powierzchni, i liczy zaledwie kilkadziesiąt osób. Pitcairneńczycy  są całkowicie odcięci od świata z powodu braku naturalnego portu,  nie dopływa tam żaden statek, sześć razy w roku w pobliże podpływa okręt przywożący produkty zamówione przez mieszkańców jednak trzeba do niego dopłynąć łodzią, nie przelatuje nad wyspą żaden samolot, nie ma tam również lotniska, a najbliższy ląd oddalony jest o tysiące mil morskich. Mieszkańcy żyją w komunie gdzie silniejszy pomaga słabszemu, a prawie wszyscy są potomkami legendarnych buntowników z Bounty. Raj prawda? Niekoniecznie…

            W XVIII wieku kilkudziesięciu marynarzy wybrało się w rejs po sadzonki drzewa chlebowego. Było wśród nich kilkunastu oficerów, botanik, i cała rzesza kryminalistów, którym wyprawa dawała możliwość rozpoczęcia nowego życia. Rejs upływałby bez większych niespodzianek jednak osoba kapitana burzyła spokój na statku. Był despotyczny, i karał biciem do krwi za najmniejsze przewinienia. W końcu jak można się spodziewać na statku wybuchł bunt. Nowy kapitan, i jednocześnie przywódca buntowników obrał kurs na Tahiti. Po kilku dniach ze zwabionymi podstępem na statek 6 mężczyznami i 12 kobietami postanowił odpłynąć w nieznane. Po jakimś czasie dostrzeżono ląd tym lądem była maleńka Pitcairn. Marynarze podpłynęli dokąd mogli następnie przedarli się na wyspę razem z Tahitańczykami. Od tej pory  każdy sam wyznaczał sprawiedliwość, a że panowie z prawem mieli na bakier uznali, że tutaj wolno im wszystko. Tak się zaczyna horror pojmanych Tahitanek, które z braku możliwości obrony czy ucieczki musiały całkowicie poddać się woli mężczyzn, którzy jako najsilniejsze ogniwo na wyspie zaczęli je regularnie gwałcić.

„Człowiek, który nie ma nad sobą

bata sprawiedliwości, czuje się bezkarny, i zamienia się w zwierzę”

            Ta książka to fantastyczny reportaż o życiu zamkniętej społeczności w której do dnia dzisiejszego powielane są praktyki buntowników z Bounty. Każdy mężczyzna ma te dewiacje zapisane w genach, i aż chciałoby się powiedzieć robi to już tradycyjnie. W książce znajdziemy opisy wstrząsających gwałtów które dokonały się na prawie wszystkich kobietach z wyspy, gwałtach gdzie oprawcą jest sąsiad, nauczyciel ale też ojciec czy brat, a matka doskonale wiedząc co się dzieje bo doświadczyła tego samego, nie może pomóc.

            Pitcairn jest metaforą społeczeństwa które zatraciło wszelkie zasady. To studium zła, do jakiego zdolny jest człowiek bezkarny, oderwany od korzeni kulturowych i moralnych. Życie na wyspie zeszło do poziomu pierwotnego gdzie siła była wyznacznikiem potęgi. Po lekturze moje myśli samoistnie biegły w kierunku książki „Władca much” William’a Golding’a, który w swojej powieści bardzo podobnie opisał co dzieje się z ludzkim charakterem, jakim wypaczeniom ulega gdy nie ma norm, i zasad moralnych umieszczając na małej wysepce kilkunastu chłopców. Różnica jest taka, że książka Golding’a jest wymyślona, Pitcairn istnieje naprawdę.

            Autorowi często zarzuca się, że pojechał jak najdalej mógł gdzie mało kto w ogóle był by napisać o czymś co będzie szokowało, czym zasłuży sobie na laury czytelników, i jednocześnie wpłynie na wysoką sprzedaż. Mnie motywy autora kompletnie nie interesują książka napisana jest wyśmienicie poza tym temat który ukazuje to coś zupełnie innego niż miła, sielankowa relacja z podróży. Chłonie się ją w jeden dzień, rewelacyjna!

            Na koniec dodam jeszcze, że pod koniec tego roku będzie można zobaczyć film nakręcony przez dwóch studentów łódzkiej filmówki opowiadający o Pitcairn i jej małej społeczności. Poniżej zapowiedź.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
PRZECZYTANE W 2014
PRZECZYTANE w 2013
PRZECZYTANE W 2012
FILMY
BLOGI KSIĄŻKOWE DO KTÓRYCH ZAGLĄDAM
Tagi