środa, 29 lutego 2012

    

      Staram się nie oglądać filmów o nieuleczalnych chorobach w których bohater z minuty na minutę wygląda coraz gorzej aż w końcu nieuchronnie zbliża się do ostateczności. Unikam, bo wprawiają mnie w posępny nastrój, i też trochę napawają obawą o swój własny stan. Po prostu doszukuje się automatycznie jakiś symptomów chorobowych w sobie. Tak, tak jestem hipochondryczką :) Dlatego też pomyślałam, że nie ma co się jakoś szczególnie nastawiać bo pewnie i tak będę patrzeć z doskoku.

      Film okazał się świetny. Opowiada historię 27-letniego chłopaka który dowiaduje się, że ma raka kręgosłupa, i 50/50 szans na wyzdrowienie. W zasadzie dziwiłam się razem z nim bo już na początku filmu pokazane jest, że to ktoś kto uprawia sport, nie pali, nie pije, taki poukładany spokojny człowieczek Więc diagnoza jest dla niego, i jego przyjaciół oraz rodziny nie małym szokiem. W zasadzie jest to film o każdym z nas, każdy może podzielić los Adama. Jednak nie każdy może tak to znosić. Podejście bohatera godne jest pozazdroszczenia. Nie ma tam wyczuwalnej śmierci, jest dramat ale znoszony dzielnie, i z wiarą w przyszłość. Jest też wszechobecne pytanie jak to możliwe, że kogoś tak młodego, i żyjącego tak zdrowo może za chwilę nie być. Dzięki przyjacielowi, z którym stanowią genialny duet, i rodzinie, a także pewnej osobie życie dopiero się rozpoczyna….

      Polecam serdecznie bo mimo trudnego tematu, i zgrozy jaką czuje się stawiając się w tej samej sytuacji film jest przedstawiony w sposób inny od konwenansu co mnie akurat bardzo odpowiada.

http://www.youtube.com/watch?v=mMaJET7mD0M

Tagi: film
18:10, sylviaa777 , filmy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 lutego 2012

       Od kilku miesięcy drzwi wejściowe w moim bloku ciągle się zacinają. Najpierw myślałam, ze to może chwilowe, ale okazało się że nie i choć blok ma dopiero dwa lata z dnia na dzień okazywało się, że drzwi są w coraz gorszym stanie. Zastanowiłam się dlaczego, i postanowiłam zwrócić uwagę co się takiego dzieje na tej mojej klatce co doprowadza drzwi do ruiny, w końcu coś musiało.

       Mijały dni i miesiące a ja z racji tego że  nie ma mnie w domu przez większość dnia, a w weekendy najczęściej wyjeżdżam, nie mogłam zlokalizować przyczyny. Poza tym  doszły do tego zabrudzenia na ścianach na wysokości parteru i pierwszego piętra. Były to ślady po oponach, po jakiś plamach, oraz gdzie niegdzie obtłuczenia do gołego tynku. Wiedziałam już że to działalność mieszkańców. Rozumiałam, że ludzie kupują meble, coś przenoszą w końcu to nowy blok, ale takie cuda były niemożliwością.

       Aż pewnego pięknego letniego dnia, w pierwszy dzień mojego urlopu, wychodzę z mieszkania, schodzę na półpiętro i słyszę na dole trzaski drzwi, krzyki, bieganinę. Chryste myślę sobie coś się stało chyba. Na całej połaci parteru, wyściełane były koce, porozrzucane poduszki, misie, zabawki, soczki i rowery. Tak moi drodzy ROWERY. Okazało się ,że na mojej nietypowej klatce, gdzie na parterze jest dużo miejsca, i trzyma się rowery bo jest na to specjalne miejsce, dzieciaki zrobiły sobie wyścigi, stąd ten krzyk i rumor, stad poobijane i poznaczone gumą od opon ściany. Byłam w szoku… Zastanowiłam się gdzie są rodzice, no ale niestety byli w mieszkaniach, a przecież co poza mieszkaniem to nie moje, więc pewnie mieli to gdzieś. Maluchy mnie zobaczyły i trochę przystopowały.

- Nie wolicie bawić się na dworze? Wyjdźcie na słoneczko jest piękna pogoda. Poza tym po klatce nie da się długo jeździć rowerem. – Oczywiście miałam na myśli bardziej dobitne słowa, jednakże przecież do dzieci nie mogłam mieć pretensji

-Wolimy tu – usłyszałam. Byłam bez szans.

       Tak mijały dni letnie. Piękna jasnobłękitna klatka najwidoczniej cierpiała, poraniona codziennym masakrowaniem. Nadeszła jesień, i było jeszcze gorzej bo na dworze stawało się coraz zimniej, a dzieciaki uznały, że można trochę pojeździć i na 10 min wracać do domu więc, po kilkanaście razy dziennie gramoliły się z rowerami na swoje piętra by potem znów sprowadzając rowerki na dwór, uszkadzać co się da po drodze. Nigdy nie pomyślałam, ze  z solidnych metalowych drzwi wejściowych można zdrapać farbę do metalu. Można!

        Ale nic to… przyszła zima, a drzwi jak były wiecznie zepsute i otwarte tak pozostawały nadal. Pomyślałam sobie, ze przecież czego bym w domu nie miała to jest to mój majątek. Często mnie nie ma, i nie mam ochoty, żeby ktoś obcy chodził po klatce, zaglądał nie daj boże do piwnicy, a już na pewno nie wrzucał mi ton makulatury do skrzynki na listy. Potem i tak musze je przejrzeć bo nie wiem czy nie wyrzucę z papierami jakiś ważnych listów.

        Miarka przebrała się w ostatnie dni okropnych tegorocznych mrozów. Przez kilka dni kiedy wychodziłam do pracy, czułam, że drzwi lekko się zacinają, pewnie coś tam przymarzało bałam się tylko żeby mi kiedyś nie wycięły numeru, i nie miały ochoty zatrzymać  w domu. No i chyba jak to się mówi wykrakałam… Schodzę w ciemny wtorkowy ranek na dół, i widzę że z 5 osób coś tam majstruje okazało się, że zacięły się na dobre. Jakoś sobie poradziłam bo razem z sąsiadem wyszłam oknem, jednak sąsiadki uznały chyba, ze to nie dla nich, i nie kwapiły się pójść moją drogą. Nie wiem ile to trwało bo pomknęłam przed siebie.  Ciekawa byłam czy wszystkie drzwi, i klatki są w takim stanie więc zrobiłam sobie w sobotę rekonesansik. Oczywiście, że nie. To w mojej klatce mieszkają ludzie którzy maja po 3 dzieci w domu i którzy jak widać nie panują nad nimi. Dla mnie sprawa jest prosta. Gdyby maluchy przez rok nie dewastowały skutecznie klatki to drzwi działałyby bez zarzutu jak w innych klatkach. Nie mam nic do dzieci bo wiadomo człowiek mały nie wie co jest dobre, a co złe ale gdzie u diabła są rodzice??!! Zawsze sadziłam, że dziecko to rodzic, on za nie odpowiada, i przede wszystkim uczy je życia. Ale jeśli rodzic ma je gdzieś to ja się nie będę patyczkować i też nie będę przesadnie taktowna. Doszłam do wniosku że powinien obowiązywać ustawowy zakaz posiadania dzieci w bloku. Tak byłoby chyba z korzyścią dla wszystkich, dla lokatorów, dla administracji i dla samych dzieci.

niedziela, 26 lutego 2012

       Przyszło mi do głowy, że przecież nie tylko mogłabym pisać co sądzę o książkach czy filmach ale też co mnie wkurza, śmieszy, satysfakcjonuje, czy wzbudza politowanie. Nie wiem czy dobrym pomysłem jest aż tak się otwierać przed Wami, bo moje przemyślenia często nie idą w zgodzie z „tłumem” mogę się tu narażać, i nie wiem jak sama to odbiorę. Ale nie dowiem się tego póki nie spróbuję. Zobaczymy :)

         Wstyd mi się przyznać ale „Kobiety” to pierwsza książka Charles’a Bukowskiego którą dane mi było przeczytać. Nawet nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego, okazji przecież było niemało. Może po prostu było nam nie po drodze. Więc gdy w bibliotece wpadła mi dosłownie w ręce wiedziałam, że to jest znak. Gdy zaczynałam czytać wiedziałam, że Bukowski to niezły gagatek, że był uzależniony od alkoholu, kobiet, papierosów, znał wszelkich okolicznych bandytów i meneli i ogólnie prowadził życie niezbyt eko-higieniczne. To sprawiło, że po książce niezbyt wiele się spodziewałam. Zaczęłam czytać w drodze do domu, weszłam do pobliskiej kawiarenki by napić się kawy i otworzyłam dla sprawdzenia jak się będzie sprawa miała z początkiem, i czy warto w ogóle się do niej zabierać. Okazało się, że kawa wystygła, a ja siedziałam i czytałam bo oderwać się było nie sposób. Zawsze miałam mieszane uczucie co do pisarzy amerykańskich, nigdy nie mogłam znaleźć tego „swojego” bo jeśli jakaś książka ewentualnego kandydata była super, i myślałam że to może być ten, następna okazywała się beznadziejna, i wszelkie nadzieje się rozwiewały. Jeśli jednak miałam czekać tyle czasu by znalazł się amerykański pisarz którego pokocham, to warto było czekać.

         "Kobiety" to książka poniekąd autobiograficzna. Chinaski to bohater wielu jego książek w których bez trudu odnajdujemy samego Bukowskiego. W „Kobietach” opisuje on swoje związki z kobietami, same kobiety swojego życia ale tez ból po ich stracie. Jak łatwo policzyć rzecz dzieje się na przestrzeni lat 70-tych. Zaczynamy od tego, że Chinaski zwalnia się z pracy w której jako listonosz przepracował wiele lat. Ma teraz ponad 50-tkę, i od kilku lat cierpi na deficyt miłości seksualnej. Szybko sprawy przybierają inny obrót, i oto Henry zaczyna prowadzić życie seksualne które zabiłoby Casanovę. Wszakże Chinaski to dziwkarz ale miłość prawdziwa też mu się zdarzyła, i to kilkakrotnie.

         Książka jest wulgarna, mocna, chamska, i obrzydliwa. Jeśli któraś z was jest zdeklarowaną feministką to może lepiej niech nie czyta bo kobiety przedstawione są dość przedmiotowo. Jeśli chodzi o mężczyzn to będą raczej zachwyceni i miło ubawieni. W Chinaskim (Bukowskim) fascynuje mnie to, że był tak cudownie prawdomówny nigdy nie ukrywał mając jedną kobietę, że za chwilę może sypiać z inną lub, że to właśnie zrobił. Jednocześnie uwielbiał je wszystkie. Miał świadomość, że najłatwiej jest na początku gdy wad jeszcze nie widać, jednak później pomału wychodzą na jaw, i w końcu miłość zmierza ku końcowi. Jego przemyślenia są niesamowite, i tak jak wszystko, napisane wprost, bez ubarwień bez upiększeń.

         „Pocałunki są bardziej intymne od rypania. Dlatego właśnie nie lubiłem nigdy, gdy moje dziewczyny całowały się z innymi. Wolałbym już, żeby się z nimi rżnęły”.

        „Facet potrzebuje wielu kobiet tylko wtedy, kiedy żadna z nich nie jest nic warta”.

 

          Każde najbardziej szokujące słowo czy zdanie, obrazuje idealnie ludzką psychikę, ma swoje miejsce i sens. Nie znam nikogo kto pisałby na takim poziomie, a jednocześnie tak wyraziście.

          Ktoś mógły powiedzieć, że to jego charyzma, i zła sława alkoholika czy kobieciarza  przysporzyły mu czytelników. Jeśli ktoś sądzi, że życie na krawędzi wystarczy by pisać jak Bukowski…niech czyta Harry’ego Potter'a.

Ponizej zamieszczam link do kilkuodcinkowego filmu na YT pt." Bukowski: Born into this" 

http://www.youtube.com/watch?v=eUokVel8lXQ

piątek, 24 lutego 2012

       Dzisiaj nie będzie żadnego wstępu. „Alfred Noobs” jest filmem absolutnie genialnym, rola Glenn Close wielka, i wybitna. Właśnie skończyłam oglądać, i w końcu to na co czekałam w tegorocznym wyścigu oscarowym stało się faktem.

      Film dzieje się w XIX wiecznej Irlandii opowiada o kobiecie która by żyć na godziwym poziomie i wykonywać wybraną pracę przebiera się za mężczyznę, a właściwie staje się nim. Alfred Nobbs to skromny, spokojny człowiek, o wielkich marzeniach który sumiennie dąży do celu. Los chciał, że spotyka osobę która podsuwa mu pewne rozwiązanie. Nie napiszę nic wiecej. Zobaczcie sami.

      Zupełnie nie rozumiem tylko jednego – Dlaczego ten film nie jest nominowany w kategorii najlepszy film roku? Glenn Close ma nominację do Oskara za rolę pierwszoplanową. Trzymam kciuki choć po obejrzeniu nie widzę dla niej zagrożenia. Jednak Akademia Filmowa rządzi się swoimi prawami i pewnie w poniedziałek rano będę wściekła :) Oby nie.

http://www.youtube.com/watch?v=yu4qMCKttv8

23:03, sylviaa777 , filmy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 lutego 2012

          Od niepamiętnych czasów kiedy tylko słyszałam o Sissi widziałam obraz pięknej, młodej, księżniczki mieszkającej wśród gór i lasów, która żyje jak w bajce. Sięgnęłam po tą biografię by skonfrontować obraz filmowy z jak najbardziej rzeczywistym.

          Okazało się, że Sissi to już nie słodka laleczka ze znanego wszystkim filmu ale kobieta przerastająca epokę, która potrafiła postawić na swoim i starać się choć przez chwilę żyć w zgodzie ze sobą. Dowiadujemy się, że Cesarzowa to kobieta "ułomna" toczona przez choroby m. in. depresję, którą doświadczył los, każda kobieta odnajdzie w niej cząstkę siebie. Fantastyczna książka która przenosi w świat konwenansów tak niemożliwych obecnie. Coś co raz mnie zadziwiało, a czasem i śmieszyło to tzw. "życie pod publiczkę" wszystko robione na pokaz, prawdziwe emocje chowając za wachlarzem…

          Autorka tak szczegółowo opisała życie Cesarzowej Elżbiety, że ma się poczucie jakby była naocznym świadkiem tego wszystkiego. Znajdziemy tutaj też liczne wiersze pisane przez Cesarzową, oraz opisy wojen, i znaczące postacie historyczne. Jednak wszystko jest tak pięknie ze sobą połączone, że nawet na chwile nie można się oderwać.

          Sądzę, ze nie tylko ja zastanawiałam się jakby to było pięknie móc przenieść się do epoki krynolin, szarmanckich panów, płochych pań, balów i…koronkowych parasolek, nie mówiąc już o możliwości życia w rodzinie królewskiej, być otoczoną przez zbytek i poważanie. Jednak dopiero po przeczytaniu książki takiej jak ta możemy sobie uświadomić, że w tamtym czasie też były troski i zmartwienia, ludzie żyli może inaczej ale potrzeby, i problemy były, i zawsze będą te same. Książkę mimo że dość długa czyta się jednym tchem. Polecam serdecznie tym bardziej, że jest to najlepiej napisana biografia Cesarzowej Elżbiety.

środa, 22 lutego 2012

          Całość dzieje się w przepięknej scenerii Wysp Hawajskich, i okraszona jest (czasem trochę przeszkadzającą) rodzimą muzyczką :). Mieszka tam Matt King (George Clooney) który poprzez zapracowanie, zupełnie nie widzi letniej fantastyczności świata w którym żyje. Jednak jeden wypadek sprawia, że całe jego życie zostaje wywrócone do góry nogami.

          Żona po wypadku motorówki którą pływała jest w stanie śpiączki i niestety nie zanosi się na poprawę jej stanu. Siedząc przy jej łóżku zdaje sobie sprawę, że od jakiegoś czasu przestali mieć wspólne tematy, i że zbytnio nie interesował się wychowaniem córek. Nadchodzi czas wielkiej próby ponieważ musi przejąć na siebie odpowiedzialność za córki oraz za liczną rodzinę która ma nadzieję, że ziemia która z pokolenia na pokolenie była dziedziczona, a którą zarządza właśnie Matt zostanie dobrze sprzedana.

Czy poradzi sobie w starej – nowej roli? Jakie dramatyczne decyzje będzie musiał podejmować? Musicie koniecznie zobaczyć.

Gra aktorska Clooney’a nadaje filmowi zarys lekko komediowy, jednak z racji poruszanych tematów bardziej dramatem być nie może. Film ma kilka minusów po pierwsze musimy zdać sobie sprawę że można zdradzić Clooney’a, a po drugie, że można być nieszczęśliwym mając taki majątek w raju na ziemi. Pomijając te kwestie film jest bardzo ciepły i przyjemny, ale z racji pokazania poważnych życiowych problemów w sposób lekko komediowy ma u mnie duży plus.  

http://www.filmweb.pl/video/trailer/nr+1+(polski)-26721

wtorek, 21 lutego 2012

         

            Witam serdecznie i zabieram się do szybkiego przelania myśli na „papier” bo mimo mojej kilkudniowej nieobecności nie próżnowałam, i zobaczyłam kilka filmów które biorą udział w oscarowym wyścigu.

            Na początek powiem słów kilka o filmie Martina Scorsese „Hugo i jego wynalazek”. Trzeba zaznaczyć, że reżyserowi przyświecała chlubna idea oddania tym filmem hołdu dawno zapomnianemu reżyserowi (Georges Melies) który ponad 100 lat temu zaczął tworzyć filmy nieme. W telegraficznym skrócie jest to opowieść o chłopcu który jest sierotą, i mieszka w korytarzach dworca kolejowego. Naprawia tam zegary której to sztuki nauczył go wuj Claude, jedyny opiekun po śmierci ojca. Hugo posiada jeszcze pewne urządzenie - jest to Robot - tytułowy wynalazek. W zasadzie do końca filmu nie bardzo rozumiałam do czego wspomniany „wynalazek” jest tak naprawdę chłopcu potrzebny, na szczęście odegrał swoją rolę :). Film może i miły dla oka, pewnie można miło spędzić przy nim te 2 godziny w jakąś nudna niedzielę, i o ile każdy kto chce zobaczyć w nim głębszy sens pewnie go odnajdzie (tak jak w każdym innym zresztą) to dla mnie kompletnie nic nie przedstawiał. Miałam wrażenie, że zadaniem chłopca jest uciekać przed nadzorcą stacji kolejowej, a zadaniem tego drugiego koniecznie odesłać go do sierocińca. Poza tym nadzorcę gra Sacha Baron Cohen który całkowicie przypominał mi francuskiego żandarma z Allo Allo :)

            Film jest nominowany w aż 11 kategoriach, więc sądziłam, że po obejrzeniu zamilknę z wrażenia na kilka chwil lub powiem tylko WOW, tu jednak czułam permanentną nudę. Nie pomogła nawet obsada (m.in. Ben Kingsley, Sacha Baron Cohen, Jude Law ). Jednym słowem nic nie zrobiło na mnie wrażenia takiego jakie powinien wywierać film który jakby nie patrzeć ma największe szanse okazać się najlepszym filmem minionego roku.

http://www.youtube.com/watch?v=sJAXxpoSTPo

 

18:54, sylviaa777 , filmy
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 lutego 2012

           Wpadła mi ostatnio w ręce książka już nie najnowsza bo od wydania pierwszej części minęły ponad dwa lata ale słyszałam, i czytałam dużo dobrego na jej temat. Postanowiłam nie tracić czasu tylko zobaczyć czy mnie też przyniesie jak nie zachwyt to chociaż obietnicę miło spędzonego czasu. Zanosiło się dobrze bo z tego co przedstawiały miłe dla oka obrazki będę zaczarowana miłością, krajobrazami, słońcem i.... świeżymi pomidorami. Zasiadłam więc w mroźny dzień niedaleko kaloryfera z sokiem pomidorowym żeby się wczuć w klimat, i zaczęłam… Powiem wprost… banał goni banał. W zasadzie jest to dość fajna książka kulinarna całkiem smakowicie opisująca potrawy, nawet skusiłam się i sama upiekłam chleb, jednak podobnie jak książka okazał się niewypałem.

         Amerykanka, dziennikarka i krytyk kulinarny w jednym Marlena de Blasi jedzie ze znajomymi do Wenecji. Tam zakochuje się  w niej od pierwszego wejrzenia bankier Fernando. Jednak ich miłość będzie miała ziścić się dopiero za jakiś czas. Ona wraca do Stanów on jedzie za nią i wracają już razem najpierw do Wenecji. I tu zaczyna się nuda…ona coś ciągle gotuje, piecze chleb, dekoruje mieszkanie w brokaty, a on pali.. mam wrażenie że wszędzie unosi się dym z papierosów. Pierwszy tom opisuje więc poznanie się i miłość w Wenecji, i gdyby nie te opisy targów, kanałów, wysepek, jednym słowem piękna Wenecji, nie przebrnęłabym nawet przez pierwszą część. Jednak nie lubię nie dokańczać książek, a że tu jest trylogia wmówiłam sobie, że na pewno wszystko się jeszcze rozkręci i zabrałam za część drugą. W drugiej dzieje się niewiele więcej, znowu jest standard czyli gotowanie, jedzenie, ale jest tez podróż do Toskanii gdzie już jako mąż i żona postanawiają osiąść przynajmniej na jakiś czas. Znajdują dogodne lokum i tam po prostu żyją.

        Jeśli ktoś chce poczytać o dobrym jedzeniu, o przyrodzie i takim luźnym bytowaniu to będzie to książka może i dobra. Ja liczyłam na trochę bardziej złożona historię, na mniej tandety jednym słowem. Ciekawi mnie ogromnie czy ktoś z was ma podobne odczucia czy jednak należę do niezadowolonej mniejszości. Jeśli chodzi o trzeci tytuł „Tysiąc dni w Orvieto” niestety nie dałam rady. Wybaczcie ale wolałam czas przeznaczyć na coś innego:)

wtorek, 14 lutego 2012

 

 

Powiem szczerze, że jakoś zwlekałam z obejrzeniem najnowszego filmu Woody’ego Allena. Nie dlatego, ze nie lubię…. Bynajmniej.... lubię, i filmy, i osobowość ale przypominam sobie, że nie wszystkie ostatnie filmy które nakręcił wywoływały we mnie entuzjazm. Wiec zasiadłam dość sceptycznie nastawiona choć z drugiej strony pełna wiary. I nie zawiodłam się… Po Londynie i Barcelonie Allen przybył tym razem do stolicy Francji. Poznajemy tu Inez i Gil’a parę niedawno zaręczonych młodych ludzi którzy przyjechali zaplanować ślub. Gil jest pisarzem, zakochanym w Paryżu romantykiem, natomiast Inez to delikatnie mówiąc jego przeciwieństwo J  Na którejś z licznych kolacji spotykają znajomych których ukochana darzy aż nadto przyjaźnią, i wpada na pomysł spędzania czasu, i zwiedzania zabytków w większym gronie. Pewnej nocy Gil nie wytrzymuje i chce pobyć sam, zamierza wrócić spacerem do domu, jednak nie doceniwszy krętości Paryskich uliczek gubi się… siedzi na schodach i oczekuje taksówki kiedy to podjeżdża samochód jakby wyjęty z lat 20 i po zaproszeniu do środka oraz dowiezieniu na miły bankiet spostrzega, że znalazł się w  latach 20 ;) w Paryżu o którym zawsze marzył, i w którym chciałby żyć. Gil tak jak większość z nas myśli, że w każdym innym czasie czy miejscu byłoby mu lepiej, że życie byłoby inne, ale czy na pewno….? Na zachętę powiem jeszcze, że nasz bohater spotyka szereg niesamowitych postaci, w które wciela się plejada naprawdę znamienitych aktorów. Jakich? Przekonajcie się sami.

18:46, sylviaa777 , filmy
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        
Zakładki:
PRZECZYTANE W 2014
PRZECZYTANE w 2013
PRZECZYTANE W 2012
FILMY
BLOGI KSIĄŻKOWE DO KTÓRYCH ZAGLĄDAM
Tagi